Vito Pyto - 09.09.2007 - odcinek 1 - WARS i serwis Kia
Godzina 18:10, niedziela już blednie, Witold „Vito” Odrobina wita w nowym programie ANTYRADIA. Pora (dnia i roku) zrobiła się odpowiednia, możemy ponownie zająć się sprawami ważnymi dla świata i Polski. Dziś w programie... dwa zjawiska socjologiczne – jedno mknie (uhuuuu!) po szynach, drugie... z kołami związane i tym, że w Polsce, jak w Ameryce, a wszystko przez Koreę. Ale po kolei.
Jest rok 1948 ubiegłego wieku. Minister komunikacji powołuje w strukturze państwowego biura podróży Orbis, oddział eksploatacji wagonów sypialnych i restauracyjnych – WARS. Dziś, pierwszy raz w długiej historii Warsu będzie rewolucja – prawdopodobnie nie będzie on już monopolistą na tym rynku. Na stronie firmy czytamy – „jest firmą usługową z kilkudziesięcioletnią tradycją na rynku usług świadczonych podróżnym.” To, że kilkudziesięcioletnią, widać szczególnie po wystroju tych specyficznych wagoników, z czystością bywa różnie, z uprzejmością też, niektórzy mówią, że część obsługi Warsu, jeździ w nich od 1948 roku... Czy tak musi być? – m.in. o to pytał dziś Vito.
Pierwszego szoku nasz redaktor doznał, gdy rozmawiając z podróżnymi, okazało się, że jest mnóstwo osób, które nigdy w Warsie nie były i nie bardzo wiedzą (nomen omen) czym to się je. Vito „zajumał” barowy jadłospis – parówa (żelazny zestaw), jajówa z 3 jaj (malutkie one, te jajeczka), kotlet po zbójnicku (cokolwiek to oznacza) – wszystko robione w warunkach bojowych. Drugą grupą rozmówców byli bardziej zorientowani – ci, którzy jeżdżą, korzystają, smakują i mają uwagi – piękni, wypachnieni i pod krawatami businessmani. Czy jest coś, czego warto spróbować w Warsie? Jakie zmiany należałoby wprowadzić? Flaczki, nawet niezłe, choć zalatujące mrożonką. Pan sugeruje osobny wagon kuchenny, żeby potrawy były bardziej świeże. Drugiemu brakuje miłej kelnerki, dobrego jedzenia, miłej atmosfery, muzyczki... Kolejnemu, brak piwa. Vito podpowiada – spod lady można! Podchodzi się do pana i mówi: - A ma pan...? - No mam, ale muszę panu nalać do kubeczka. - A to dobrze, to ja się zgadzam. - Bo jakby weszła kontrola (vel kontrol), to wie pan... Wars jaki jest każdy widzi, a właściwie czuje, bo próbuje i smakuje. Po rozmowach z podróżnymi, Vito doszedł do wniosku, że tak naprawdę nie jest ważne, co jemy, a w jakich warunkach. Postulaty podróżujących? Krzesła z oparciami, żeby na zakrętach nie wylatywać; poprawa wystroju – zmienić obciachowe firaneczki; wygodne siedzenia; miła obsługa; przytulne wnętrze. Cafe WARS i biznes WARS – to plany na przyszłość. Miejmy nadzieję, że te nowe wiatry, które do Warsa momentami wwiewają, bo PKP Intercity ogłosiło przetarg na konkurencję dla Warsu, przyniosą coś lepszego.
W drugiej godzinie temat zupełnie inny.
Szedł sobie pięknym miastem Warszawa nasz Vito Odrobina i w samym środku tegoż, na Placu Konstytucji napotkał zaparkowany samochód typu van, produkcji koreańskiej, na którym to samochodzie prężą się dwa, wielkie banery. Banery są produkcji pana Staszka, protest jest produkcji pana Staszka i cała sprawa dotyczy poniekąd wyłącznie pana Staszka, ale tak naprawdę to piękny przejaw walki małego człowieczka, czyli klienta, z wielką korporacją. Napis na banerze głosi: „Serwis Kia – nie! Zamontowano mi starą, zużytą tarczę sprzęgła, zapłaciłem za nową.” W autoryzowanym serwisie panu Staszkowi niedokręcono śrubki numer 6 przy osłonie silnika, co spowodowało, przez pół roku jazdy, naciąganie się przewodu hamulcowego, co z kolei doprowadziło do przetarcia tegoż i gdy przed przejściem dla pieszych chciał zahamować, okazało się, że nie było czym. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, ale przelało to czarę goryczy i dlatego, od kilku miesięcy pan Staszek protestuje przeciwko temu serwisowi. Był już w różnych miejscach w centrum, a teraz rozbija swój obóz co rano na Placu Konstytucji, tym samym dając wyraz desperacji, złości i tego, że tak naprawdę jesteśmy tacy malutcy, choć czasem na zakupy wydamy taaaakie pieniądze. Wg pana Stanisława i jego speców, dostał części używane, choć zapłacił za nowe. Rozmawiał z różnymi kierownikami, ale nic to nie dało i dlatego protestuje. Na wariata nie wygląda, Vito podziwia go za odwagę. Pan Staszkowi marzy się, żeby te uczciwe serwisy zrobiły alejki dla klientów i panie proponujące kawę proponowały ją nie na kanapie w recepcji, ale na hali przy własnym samochodzie. Poznaliśmy też stanowisko Wojciecha Szyszki z Kia Motors Polska – prawdopodobnie wszystko zakończy się w sądzie.
Tym jednoosobowym protestem pan Stanisław już spowodował pewien ruch w społeczeństwie. Ma duży odzew – inni poszkodowani, którzy nie mają tyle czasu, co on, zgadzają się z nim. Jemu nie zależy na wygranej, tylko na ruszeniu machiny, otwarciu swoistej puszki Pandory. Takie zachowanie jest wyjątkowe jak na Polskę, ale normalne w Ameryce, gdzie gdy komuś się coś nie podoba, chodu na mównicę do Hyde Parku i dalej, gadamy! Taką Amerykę pan Stanisław zrobił na Placu Konstytucji. Miejmy nadzieję, że za nim pójdą inni, bo tylko wtedy – razem – klienci w zderzeniu z globalizacją i wielkimi korporacjami, jakoś może dadzą radę. Bo kto nam pomoże jeśli sami sobie nie pomożemy? Panu Staszkowi życzymy rychłego i pomyślnego rozwiązania problemu!
W ten oto sposób, Vito zainaugurował radiowy magazyn konsumenta. Jeśli macie jakieś spostrzeżenia, propozycje, czym powinnien się zająć w tym programie, kierujcie je na adres witopyto@antyradio.pl. Oczywiście im bardziej absurdalne i głupie rzeczy, tym chętniej się tym zajmie.