Dzisiaj u Piotra Gembarowskiego wyjątkowo dwóch gości – Karol Karski z PiS oraz prof. Tadeusz Iwiński, reprezentujący SLD.
Obydwaj, reprezentując skrajnie odmienne poglądy, zabrali głos na temat rocznicy sławnej ‘nocy teczek’, obchodzonej bardzo uroczyście – z udziałem Premiera Kaczyńskiego - właśnie dzisiaj, a także na temat zamysłu samej lustracji, którą teczki wywołały. Dla przypomnienia, mianem ‘nocy teczek’ określa się wydarzenia, jakie miały miejsce w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 roku, kiedy to do Sejmu dotarły tzw. listy Macierewicza, zawierające nazwiska osób, co do których w archiwach służb specjalnych PRL istniały zapisy o współpracy z SB. Wśród oskarżonych wówczas o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa – na podstawie ‘zasobów archiwalnych MSW’ – znalazł się także Prezydent Lech Wałęsa oraz marszałek Sejmu – Wiesław Chrzanowski. Listy Macierewicza - jak twierdzi się powszechnie wśród polityków - doprowadziły do upadku rządu Jana Olszewskiego.
Obaj oponenci w różny sposób wspominają wydarzenia sprzed piętnastu lat, w odmienny sposób podchodzą też do samej lustracji. Tadeusz Iwiński pamięta bardzo przykrą atmosferę, w jakiej doszło do ujawnienia teczek i związany z nią chaos na scenie politycznej. Według niego, rząd Olszewskiego długo nie utrzymałby się przy władzy, jego upadek był nieunikniony – w Sejmie było wielkie rozdrobnienie partii politycznych, rząd nie miał w zasadzie programu, tak więc listy Macierewicza przyspieszyły ten fakt. Sama lustracja nie dała żadnych wyników 15 lat temu, a obecny jej etap też jest wyjątkowo nieudany. Potwierdza to niejako orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące ustawy lustracyjnej. Przykre jest także i to, że na świętowanie zasługuje ‘nocna zmiana’, a nie rocznica pierwszych demokratycznych wyborów 4 czerwca 1989 roku.
Masowa lustracja podoba się natomiast PiS, ta partia zawsze była jej zwolennikiem. Poseł Karski stoi na stanowisku, że rząd Olszewskiego upadł, bo chciał prowadzić politykę w sposób suwerenny, chciał m.in. rozliczyć agentów SB. Gdyby nie ‘noc teczek’, nie byłoby obecnego rządu. W przeciwieństwie do prof. Iwińskiego, stoi na stanowisku, że lustracja przyniesie efekty, wierzy w to. Materiały póki co istnieją i trzeba sprawę doprowadzić do końca – przede wszystkim dla dobra tych, których nazwiska widnieją w zasobach byłego MSWiA. Nie można wykluczyć, że znalazły się one w nich nieraz zupełnie bezpodstawnie. Tak więc - według posła PiS - prawda musi być ujawniona.