...ta ta tata tata tam, tarira. A może lepiej w multipleksie? Jak zwykle w piątek, zajmujemy się filmem. Dziś redaktorzy Antyradia-Machiny, Witold 'Vito' Odrobina i Przemysław 'Jah Jah' Frankowski, podeszli do tematu od strony lokalu, w którym organizuje się seanse. Krótkie pytanie: lepiej duże, czy małe kina? Dumamy nad tym, słuchając nostalgicznego utworu: Kiedy Byłem Małym Chłopcem Breakoutu...
Naród jak zwykle podzielony. W ankiecie ulicznej pojawiały się argumenty za multipleksami, czyli że grają nowości, duży wybór, łatwy dojazd, otwarte do późna, ale znaleźli się i zwolennicy małych, gdzie można poczuć się swobodniej w mniej licznym gronie i posmakować tego specyficznego klimatu. Także w mailach były różnice zdań. Słuchaczka pisała o małym kinie w Nysie, gdzie nie było seansu, w czasie którego film by się nie zatrzymał, bo z taśmą coś się stało. Natomiast Dominik pisał, że i w multipleksach można odnaleźć klimat, o ile przyjdzie mało osób, a do tego nie ma strachu, że seans się nie odbędzie z powodu zbyt małej liczby osób. Dodatkowo przytoczył rodzinne wspomnienie o kinie (prawdopodobnie w Łodzi) ze słupem na środku sali. Jak słusznie zauważyli redaktorzy w studiu, miejsce za słupem było dla tych, którzy przyszli "do kina", a nie "na film". I to był dobry wstęp do historii Jah Jah, który opowiedział, jak to szedł z dziewczyną na pewien western, na który wpuszczali widzów w wieku od 14 lat. No i niestety ona weszła, on nie. Za to okazała się honorową dziewczyną i nie opowiadała głośno w szkole o całym zajściu.
Wady i zalety multipleksów widzą także znane osobistości ze świata kultury. Kazimiera Szczuka docenia dostępność multipleksów i lepszą jakość obrazu niż w małych kinach, natomiast repertuar ambitniejszy można znaleźć właśnie w tych mniejszych. Jako jedno ze swoich ulubionych kin, pani Kazimiera wymieniła kino Muranów, w którym nie uświadczy się filmu made in USA. Zbigniew Buczkowski na poparcie tezy o niezwykłości małych kin opowiedział, jak to kiedyś oglądał w jednym z nich "Apollo 13". Dodatkowe atrakcje zapewniało słabe ogrzewanie budynku (a było to zimą), co pozwalało się poczuć widzom tak, jak marznący w przestrzeni kosmicznej astronauci. Natomiast Maciej Kuroń, jak chce pójść do kina, to musi wybrać multipleks z dość niezwykłego powodu. Po prostu nie mieści się w fotelach, które stoją w mniejszych kinach. Powód wyjątkowo prozaiczny, ale tutaj właściciele dużych kompleksów kinowych, bardziej się postarali.
Z racji wykonywanego zawodu, zwolenniczką multipleksów jest Iwona Kuźnik, dyrektor marketingu sieci Cinema City. Podkreślała zalety tych kin, czyli emisje filmów o różnych porach, premiery tego samego dnia na terenie całego kraju, itd. Zaznaczyła, że nie oznacza to, że w każdym mieście kina z sieci Cinema City wyglądają tak samo. Każde ma coś charakterystycznego, co potwierdzają klienci, wybierający swoje ulubione kina. A do tego, jak przyznała pani Iwona, lubi zapach popcornu, więc to w multipleksach ogląda filmy.
W drugiej godzinie w studiu gościliśmy przedstawicielkę kina.LAB, Urszulę Śniegowską, która zachęcała do wizyty w jej kinie, by zamiast popcornu posmakować trochę kultury wyższej. W kinie można przecież nie tylko się rozerwać, ale i czegoś nauczyć, np. oglądając Zestaw filmów krótkometrażowych o tożsamości kulturowej Brytyjczyków. - Droga Ulu, a jak powinien wyglądać Twój wzorzec... - W garniturze i pod krawatem. - Ale widza Ulu! Widza! No właśnie, filmy, jakie prezentuje kino.LAB, to zdecydowanie ambitny repertuar dla wymagającego widza z szerokimi horyzontami (i czołem, dodał Vito), a nie dla "leniwego intelektualnie". Co można obejrzeć w kinie.LAB, jest do sprawdzenia na ich stronie internetowej -> KLIK, a jak się dowiedzieliśmy, to i oświadczyny można sobie w takim kinie zorganizować.
Słuchacz pytał w mailu, czy skoro po intelektualnie wymagających zajęciach chce się rozerwać, zamiast iść na mało rozrywający czarno-biały film dokumentalny o szwajcarskim artyście, to oznacza że jest ciemny. Chyba tak to nie wygląda. Po prostu kina i małe, i duże mogą istnieć na rynku obok siebie i przyciągać innego rodzaju widzów. Każdy wybierze wtedy coś dla siebie, co mu się spodoba. A czy będzie to kino ze sklepem meblowym na parterze, ekran na świeżym powietrzu, czy multipleks z super efektami wizualnymi i dźwiękowymi, to już rzecz gustu.
PS. A muzyka w Antyradiu-Machinie jakaś taka lepsza ostatnimi czasy. Widać to po niektórych euforycznych okrzykach w shoutboxie na naszym Forum.