Tym razem z kotletem w roli głównej. Można powiedzieć, że gęba miała to co chciała, jako że Paweł smażył dziś zarówno ku zadowoleniu mięsożerców, jak i wegetarian.
Swoje pięć minut miała polska duma narodowa - schabowy, pospolity mielony, klasyczny de volaille, szwedzki pulpet wielkości orzecha włoskiego o dźwięcznej nazwie köttbular, cordon bleu, pożarski, arabski falafel z przyprawionej ciecierzycy, wiedeński sznycel i parę innych. Oczywiście nie wszystkie zmieściły się na talerzu, ale… wszystko przed nimi. Zaistnieją następnym razem.