Niedziela, 10 sierpnia 2008. Niby dzień jak dzień, niedziela jak niedziela, ot jedna z wielu w kalendarzu. Ale nie dla słuchaczy audycji emitowanej w wieczornym paśmie AntyRadia w ten dzień i w każdą poprzednią niedzielę, a rozpoczynającej się – od samego początku swojego istnienia na antenie – w bardzo charakterystyczny sposób: Laylą w wykonaniu Erica Claptona. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, o jaki program chodzi, dla porządku wyjaśniam, że rzecz oczywiście o Wieczornych Rozmowach, których gospodarzem jest Krzysztof Alkoholik.
Na ten dzień i na ten odcinek audycji słuchacze czekali z wyjątkową niecierpliwością, podnieceniem i radością. Powód jasny i oczywisty: Wieczornym Rozmowom stuknęło 200! Ich wydanie tego dnia było odcinkiem jubileuszowym. Zacny i spektakularny to jubileusz, który nie mógł minąć sobie ot tak, jak gdyby nigdy nic niezauważony i w żaden sposób nie odnotowany. Co by nie mówić, to powód do ogromnej radości i zadowolenia oraz szczególnej satysfakcji – przede wszystkim dla samego jej autora, który ją wymyślił i od paru już lat prowadzi w AntyRadiu. Nie były to zresztą jedyne jubileusze, za którymi stał Krzysztof, a które w sposób naturalny zbiegły się w czasie. Dwa dni wcześniej, 8 sierpnia, gospodarz Wieczornych Rozmów obchodził swoje 57. urodziny (hmm... rasowemu mężczyźnie można chyba wytknąć – bez obawy popełnienia nietaktu – ten wiek... tak myślę). Tego samego dnia minęło 18 lat od momentu, kiedy zakręcił butelkę z gorzałą. Czyż to niewystarczające powody do świętowania? Bez względu na miejsce, w sensie – niekoniecznie na antenie...
Oczywiście, że tak. Są to okoliczności, upoważniające do świętowania i celebracji (czytaj: do spotkania się przy kawie czy herbacie i powspominania tego, co się zdarzyło), ale może nie w studiu AntyRadia, nie podczas audycji, nie na antenie. Zdaniem Krzysztofa nie o to przecież głównie chodziło. Nie wyobrażał sobie, aby Wieczornym Rozmowom, nawet tym jubileuszowym, nadać inny charakter niż ‘normalnej audycji’, na którą przecież czekają rzesze wiernych słuchaczy, zgromadzonych w każdą niedzielę przed radioodbiornikiem lub netem, w kraju i na świecie. To wyjątkowy pracoholik, a przy tym profesjonalista w tym, co robi za sitkiem. Znany jest z tego, że szanuje swój ‘target’, czyli tych wszystkich, którzy chcą, a wręcz mają potrzebę wysłuchać w każdą niedzielę Wieczornych Rozmów i nie dopuszczał myśli, by mogło być inaczej. Na marginesie – sam nigdy nie użyłby określenia ‘target’, nadużywanego w gwarze radiowców w odniesieniu do słuchaczy, bo go wręcz nienawidzi i nie dostrzega w nim człowieka.
Dwusetne wydanie Wieczornych Rozmów było więc niejako wydaniem zwyczajnym, chociaż... nie do końca, a to z powodu osoby wspaniałego gościa, który przyjął zaproszenie Krzysztofa i zjawił się w studiu na jubileuszowy odcinek audycji. Był nim dr Bohdan Woronowicz, wybitny specjalista, który niejednego alkoholika przywrócił światu, wyciągając za uszy z grobu. News z tej audycji jest do przeczytania tu: KLIK.
Co było na antenie – wiadomo. Najwyższa pora ujawnić to, czego ucho nie słyszało, a było związane z ‘dwusetką’ Wieczornych Rozmów, czyli co się działo tuż przed audycją w niedzielę 10 sierpnia A.D. 2008. Miejscem wydarzenia była ulica Żurawia 8 w Warszawie, gdzie swój kawałek podłogi ma AntyRadio, a dokładniej mała salka konferencyjna na pierwszym piętrze, użyczona przez gospodarzy budynku na tę okoliczność. Zgromadzili się w niej najbliżsi współpracownicy Krzysztofa, bez których audycja... jak to ująć... byłaby niesłyszalna w eterze, czyli jej oprawcy muzyczni – Ruda oraz Marcyś (któremu towarzyszyła ‘koleżanka’ – Karolina), a także sympatycy Krzysztofa i Wieczornych Rozmów – AntyFani w osobach Agrafki, Emi, Gorego i Lewiatana oraz słuchacze audycji spoza kręgów AntyFanowskich, którzy chcieli uczcić potrójny jubileusz ‘wysokiego blondyna w okularach’ – jego przyjaciele: Bożena, Marta, Paweł. Chętnych przybyć na to spotkanie było oczywiście więcej, ale salka była jaka była – więcej osób by się po prostu nie zmieściło.
Żeby usiąść przy tradycyjnej kawie i herbacie należało najpierw zaparzyć jedną i drugą. Zadania tego podjął się sam Jubilat i należy przyznać, że nawet dobrze mu to wyszło. Niektórzy mówili, że przeszedł podobno krótkie szkolenie, jak obsługiwać ekspres do kawy. Udał się też chyba tort jubileuszowy, ale w tej dziedzinie Krzysztof zdecydowanie nie miał nic do powiedzenia, poza wyrażeniem życzenia, jaki ma być. Jego autorką była ta, która na portalu AntyFanów miesza w garach najwięcej – Agrafka. Tort był trzywarstwowy, przełożony bitą śmietaną, nafaszerowany owocami – malinami i ‘ameryckimi’ borówkami, udekorowany galanterią czekoladową i listkami świeżej mięty.
Kawa i herbata w filiżankach, tort na stole czeka kornie na pokrojenie – przyszła więc pora na życzenia, gratulacje i prezenty. Krzysztof wysłuchał, a następnie odebrał z rąk AntyFanów laudację, spisaną na czerpanym papierze. Sądząc po fotkach, które dokumentują całe spotkanie, chyba się wzruszył, a na pewno wpadł w małą zadumę i refleksję. Od swoich przyjaciół dostał ogromną ‘pocztówkę’ z życzeniami, a okazją, by je złożyć była... jego osiemnastka. Ale to oczywiście nie koniec przyjemności tego dnia i nie koniec prezentów. W sali bankietowej pojawił się oto niespodziewanie ‘derektor’ AntyRadia we własnej osobie. Kasprol, znający się na rzeczy, też nie przyszedł z pustą ręką. Przyniósł Krzysztofowi bilet na koncert... Erica Claptona, który za parę dni miał wystąpić na Wybrzeżu!!! Nasz kochany Jubilat baaardzo się ucieszył i długo oglądał wejściówkę z jednej i drugiej strony, nie wierząc własnemu szczęściu. Obdarowana została też Ruda. Kolorowe zdjęcie fasolki w powiększeniu, oprawione w antyramę jest naprawdę bardzo ładne.
Życzenia złożone, prezenty wręczone, można więc było oddać się degustacji tortu i pogaduchom o wszystkim i niczym, a także oczekiwać przyjścia gościa specjalnego Wieczornych Rozmów – dr Bohdana Woronowicza. Tort malinowy smakował (Agrafka mogła nareszcie spokojnie oddychać), chociaż w ocenie niektórych uczestników spotkania miał podobno jedną malutką wadę – pachniał ‘malizną’. No cóż, dokładki rzeczywiście nie były przewidziane. Bez zarzutu działał serwis fotograficzny – dokumentacja możliwa jest do obejrzenia tu – KLIK.
Czas szybko płynął i nie wiadomo kiedy zleciały dwie godziny. Tuż przed 20:00 przyszedł dr Woronowicz. Ledwo wszyscy się z nim przywitali, już musieli się pożegnać. Do emisji Wieczornych Rozmów została zaledwie godzina...
|