Dzisiejszy gość Pawła już prawie od trzydziestu lat jest kojarzony z polskimi mediami, zarówno tymi w Polsce, jak i – od pewnego czasu - tymi polonijnymi, w Chicago.
Pracując twarzą, jest rozpoznawalna po głosie. Z wykształcenia - architekt zieleni, z zawodu dziennikarka i prezenterka telewizyjna. A ponadto – bywalczyni, znawczyni (m.in. świata showbiznesu), podróżniczka. W życiu prywatnym matka dwojga uzdolnionych prawników i... łamaczka męskich serc. Ofiary zazwyczaj przyciąga oczyma. O kim mowa? Kto był gościem Gastrofazy? Wiadomo, Zofia Czernicka.
Na co dzień jest osobą bardzo zapracowaną, ale lubi pracować i robi wszystko, aby być ciagle zajetą. Nie boi się nowych wyzwań i nie raz ubolewała nad tym, że nie jest jej pisane podejmować ich częściej. Jest osobą żywiołową i pełną temperamentu, który nieraz musi nawet tłumić, bo nie zawsze i wszędzie można go okazywać – takie wychowanie i maniery wyniosła z domu. Znana jest ze swojego zaangażowania w działalność charytatywną – m.in. na rzecz dzieci i Domu Aktora w Skolimowie. To właśnie w chicagowskim radiu zbiera fundusze na rzecz emerytowanych aktorów i domu, w którym mieszkają.
Jest wielką miłośniczką życia. Mocno ją doświadczyło, ale pomimo tego wie, że... smakuje i nieraz jest wielce smakowite. Niczego nikomu nie zazdrości, ma dla ludzi ogromną życzliwość, aczkolwiek zdarza się, że nie jest ona odwzajemniana. Wobec wrogów (a i owszem, ma takowych) lub źle usposobionych do niej stosuje metodę lekkiej ignorancji, nie reagując na złośliwe uwagi, chociaż te bardzo bolą. Nieraz z tego powodu zdarza jej się popłakać. Tylko raz w życiu, gdy zrobiło jej się kwaśno i musiała wypić kielich... kwasu cytrynowego, zrobiła to z największą przyjemnością. Było to wtedy, gdy zostawała laureatką najcenniejszego orderu – bo przyznawanego przez dzieci – Orderu Uśmiechu.
W swoim życiu miała trzech ważnych partnerów, z których tylko jeden był prawowitym mężem i jednocześnie ojcem jej dorosłych już dzieci. Do tej pory pozostaje z nim w wielkiej przyjaźni, chociaż swojego czasu zostawiła go, zakochawszy się po prostu w innym. Jak twierdzi Zofia Czernicka, wielkie miłości nie mają szans, muszą skończyć się tragicznie. Tak też skończyła sie i ta – Andrzej Żmuda, kolejny po mężu jej partner życiowy, zginął tragicznie. Pomógł jej wtedy bardzo podnieść się na duchu Olaf Lubaszenko. Niektórzy plotkowali, że była to trzecia jej miłość. Zofia Czernicka nie ukrywa, że aktor jest osobą bliską jej sercu, jest pomiędzy nimi nić porozumienia, nawet trochę zabarwiona... Jedno jest pewne. Co roku, w okresie świąt Bożego Narodzenia, wyjeżdżają wspólnie gdzieś do ciepłego, egzotycznego kraju... prowadzić m.in. filozoficzne rozważania. W pozostałą część roku, jej serce bije dla Krzysztofa Kolbergera, z którym jest w wielkiej przyjaźni od wielu lat. Istnieją pomiędzy nimi 'nienazwane' emocje, ale wbrew temu, co stanowi magiel towarzyski, w jednym łóżku nie budzą się rano.
A co w kwestii gotowania, popisowych potraw i w ogóle smaków kulinarnych ma do powiedzenia Zofia Czernicka? Otóż, okazuje się, że lubi gotowac, ale musi mieć adresatów swojej działalności. Teraz takowych w pobliżu jej w zasadzie nie ma. Od pewnego czasu wiedzie życie singielki, a dzieci żyją już w swoich własnych domach. Zawsze sama gotowała, nie wyręczała się kimkolwiek, ale nie ma pod ręką potrawy, która mogłaby uchodzić za jej specialite de la maison i nie dlatego, że jej nie wypracowała. Stoi mianowicie na stanowisku, że kuchnię trzeba rotować. To właśnie w niej lubi, to sprawia jej największą przyjemność – za każdym razem ma być inaczej. Z tego powodu nie korzystała nigdy z książek kucharskich, nie zgłębiała przepisów kulinarnych, ale zawsze potrawy smakowała – cokolwiek miałoby to znaczyć. Na poprawę humoru przygotowałaby sobie coś z makaronem, najlepiej z kuchni włoskiej. Wydaje się, że wyjątkowo ją lubi. Wiadomo, smakosz życia...