Kubuś Puchatek w Stole z Powyłamywanymi Nogami? A i owszem. Zaistniał i miał swoje pięć minut w dzisiejszym wydaniu postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód, a wszystko to - nie da się ukryć - za sprawą Ojca Dyrektora AntyRadia...
O Winnie the Pooh będzie trochę więcej, jako że... hmm... ma on bardzo duże znaczenie dla osoby gościa Pawła, który ku uciesze Antyfanowskiej gawiedzi przyjął zaproszenie i dał się ściągnąć na pogaduchy do Blatu. Najpierw zacznijmy może jednak od jego przedstawienia – jak nakazuje dobry obyczaj i takie same maniery. Ponieważ to AntyRadiowiec z krwi i kości, to wykorzystać w tym celu można promosa audycji, którą prowadzi codziennie w porannym paśmie niegrzecznego dziecka eteru. Chyba wszystko już jasne... Oczywiście! Panie i Panowie, Tomasz Kasprzyk!
Skoro już wiadomo kto dziś przysiadł przy stole bez nóg, przyszła pora na wyjaśnienie, skąd związek Kasprola z Kubusiem Puchatkiem. Dla uważnych AntyFanów nigdy nie stanowiło to większej zagadki. Otóż, Winnie the Pooh jest imieniem... pięknego, potężnego i wysokiego ogiera (ponad 1,73 w kłębie), mądrego i inteligentnego, a przy tym także utytułowanego (nie dlatego, że w cuglach wygrywał wszystkie ogierze konkursy piękności, a dlatego, że parę lat już 'chodzi'), którego właścicielem i pasjonatem jest nie kto inny, a Kasprol właśnie. Obaj spędzają ze sobą każdą wolną chwilę od czasu, gdy Ojciec Dyrektor skutecznie połknął końskiego bakcyla i zapragnął mieć własnego konia, a nie ujeżdżać klacz Olgi - swojej drugiej połowy.
Winnie the Pooh to prawdziwy przyjaciel. Spędzanie czasu w jego towarzystwo pozwala Kasprolowi ukoić stargane nerwy i odprężyć się po mnóstwie pracy, czasami bardzo stresującej, jaką ma na co dzień w AntyRadiu. Przebywanie z Winnie, opieka nad nim, rozmowa (tak, tak - przy pomocy oczu) stanowi dla Ojca Dyrektora swoistą hipoterapię. Ile nie miałby problemów - a w końcu każdy człowiek jakieś ma, wszystkie one mijają natychmiast w stajni.
Nic odkrywczego nie ma w tym, że dyrektorowanie AntyRadiu nie jest takim sobie ‘wiśta wio’, zwłaszcza wtedy, gdy przejmuje się stację w nieszczególnie ciekawym momencie jej istnienia. A tak było. Na początku tego roku niegrzeczne dziecko eteru dotknęły istne plagi egipskie. W wyniku kumulacji różnych zdarzeń znalazło się ono na okropnym zakręcie, doświadczając od losu ciosu za ciosem – wypadek Maćka Zientarskiego, odejście Kosy, spadek słuchalności, chaos z porannym pasmem. Kasprol lubi jednak nowe wyzwania, lubi podejmować się czegoś, czego do końca nie jest pewien, ale ma wyobrażenie na ten temat. Stąd chociażby porzucenie (ze łzami w oczach) wykładów muzycznych w ramach Kasprologii i chęć wzięcia się za bary z Pobudzeniem.
W pierwszej chwili był przerażony, bał się nieuniknionych porównań, ale zaraz przyszła refleksja, że można jednak coś z radiem zrobić, że niefart, jaki dotknął stację, nie oznacza początku końca. Poza tym, nie był sam - a to też ważne. Miał zaufanie do ludzi, z którymi pracował. To w końcu fantastyczny, zgrany zespół radiowców, którzy zęby zjedli na radiofonii i którzy bez podpowiedzi naprawdę wiedzą, co trzeba robić, aby się działo. Na nich mógł liczyć, jako i na wiernych słuchaczy – tych sprawdzonych, takich na dobre i na złe bez względu na okoliczności. Słuchaczy, których AntyRadio zawsze obchodziło i obchodzi, bardzo zaangażowanych we wszystko to, co się dzieje w ich ulubionej stacji.
Uspokoił się, gdy nabrał pewności, że idzie w dobrą stronę ze swoją wizją radia, którą chciał realizować. Oczywiście, zawsze wysoko stawia sobie poprzeczkę i wiele od siebie wymaga, uważając, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Takie odczucia mają podobno w sobie szczególnie muzycy, do grona których należy będąc... skrzypkiem z wykształcenia. Kasprol zna swoją wartość, wie na co go stać, wie, co może zrobić. Lubi się uczyć, lubi spotykać nowych ludzi, lubi ‘nowe’, które może ukształtować jego postrzeganie świata. Ma pomysły na ożywcze zmiany w Pobudzeniu (myśli o nich cały czas), a póki co... pędzi, co koń wyskoczy do innego celu – festiwalu nowych, rockowych talentów, które walczyć będą o laur Złotej Kosy. Zwycięzcy tego konkursu będą mogli uważać się za gwiazdy AntyRadia, a sam festiwal będzie hołdem dla niezapomnianego, niezastąpionego, ukochanego przez słuchaczy i AntyRadiowców Janusza ‘Kosy’ Kosińskiego.
Wiele innych kwestii poruszonych było w tym odcinku Blatu, ale nie sposób oczywiście wszystkie tu wspomnieć. Konia z rzędem temu, kto myślał inaczej. Czas postawić końcową kropkę...
Dzisiejszy odcinek możliwy jest do odtworzenia po raz drugi, trzeci i każdy kolejny, jeśli ktoś nie miał czasu lub możliwości słuchania audycji w tę sobotę. Wystarczy wkrótce kliknąć TU.