No i doczekaliśmy się. Chodzi o nową oprawę Gastrofazy, która właśnie dzisiaj miała swoją premierę na antenie.
Nie została całkowicie zmieniona, gdyż niektóre stare dżingle ostały się – i słusznie, bo są bardzo miłe dla ucha, ale pojawiły się za to zupełnie nowe, podkreślające wyraźnie, czego można oczekiwać od kulinarnego pasma eteru jakim jest Gastrofaza. Reszta w audycji w zasadzie bez zmian - gospodarz od 294 odcinków ten sam, różnorodne pyszności na gastrofazowym stole, gość w drugiej części audycji i muzyka, która łagodzi obyczaje. A co dzisiaj w szczegółach?
Ano, przede wszystkim dało się odczuć inspiracje japońskie, aczkolwiek uderzająco przypominające (przynajmniej niektóre) kulinarną klasykę polską. Ostatnie słowa odnoszą się do poczciwego panierowanego kotleta schabowego, który usmażony został przez Mistrza na złoto (czyż nie klasyka polska?) i pokrojony w paski, a następnie potraktowany sosem japońskim o dźwięcznej nazwie tonkatsu. Słów parę o tym typowym dla kuchni japońskiej warzywno-owocowym dipie. Jest gęstym sosem, podawanym zazwyczaj do smażonego w głębokim oleju mięsa wieprzowego (panierowanych kotletów), a jego smak określają jabłka, suszone śliwki, pomidory, marchew, cebula, ocet i przyprawy. Bez problemu można go kupić w sklepach delikatesowych i - co ważne - nie jest drogi. Kotlety schabowe tonkatsu świetnie komponują się z tartą na długie strugi rzodkwią (tak serwują je zazwyczaj w restauracjach), ale równie dobrym pomysłem jest podanie ich w towarzystwie świeżej papai - egzotycznego owocu rodem z tropików, który przy wielu zaletach (dzięki zawartości w nich papainy mięso doskonale kruszeje, a jadalne pestki papai są zdrowe na żołądek) ma jedną tylko wadę - jest drogi.
Z kuchni japońskiej zaistniała jeszcze tempura – rodzaj ciasta, w którym macza się warzywa, mięso, ryby czy owoce morza i smaży w głębokim tłuszczu, a następnie podaje z sosem, przyrządzonym z dashi (bulion z wodorostów), wina ryżowego mirin, imbiru, sosu sojowego i innych dodatków, a także deser, przygotowany m.in. z białej czekolady, kremówki i zielonej herbaty.
Poza kuchnią à la japanaise, były też propozycje z kuchni żydowskiej - bubele (rodzaj placków z pokruszonej macy) i wątróbka smażona jako ‘smarowidło’ do tego żydowskiego pieczywa. Zarówno te, jak i inne wybrane przepisy dzisiejszego odcinka zostaną zamieszczone niebawem w książce kulinarnej AntyFanów oraz w odpowiednich zakładkach na forum Gastrofazy.
W drugiej części audycji studiem zawładnęli zaproszeni goście. Siła ich była, bo dwoje - zjawiskowo (ponoć) wyglądająca Agnieszka Perepeczko, znana aktorka, modelka, autorka szeregu książek (kulinarnych i typu ‘poradniki życia’ dla pań), występująca w Gastrofazie po raz enty (wyjątkowo lubi przychodzić do programu, o wizyty sama zabiega i ‘zaklepuje’ je sobie z paromiesięcznym wyprzedzeniem) oraz Wojciech Medyński – ‘Bułgar z Kożuchowa’, czyli śpiewający młody aktor filmowy, teatralny i telewizyjny (rocznik 1976), typ amanta i macho, który ostatnio dał się poznać szerokiej publiczności głównie z roli strażaka Michała w tasiemcu M jak Miłość. W serialu był partnerem filmowym Agnieszki Perepeczko, grającej rolę Simony, dopóki postać ta istniała w filmie.
Cała trójka uroczo sobie plotkowała, rozprawiając o wszystkim i o niczym – trochę o Melbourne, gdzie Agnieszka Perepeczko ma swój australijski dom i skąd właśnie wróciła do kraju po niezbyt długim pobycie, trochę o Singapurze – przystanku w podróży do Australii, trochę o Kożuchowie, skąd pochodzi Wojtek Medyński, bardzo dużo o kolorowych pismach, które próbują babrać się w życiu prywatnym aktorów i prześcigają się w wyszukiwaniu nieistniejących sensacji.
Dzisiejszą Gastrofazę można odsłuchać na TEJ stronie.