Dzisiaj w Gastrofazie gość z kręgów politycznych, o którym krótko można powiedzieć – wykształciuch, komunistka i feministka w jednym.
A więcej? Posłanka na Sejm z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej od dwóch kadencji, profesor nauk ekonomicznych na Uniwersytecie Gdańskim. Jawi się jako kobieta wyzwolona, odważna i bezwzględna, śmiało wyrażająca swoje opinie, propagująca miłość i wolność – tak słowa, jak i poglądów. Jest przeciwniczką przemocy fizycznej i psychicznej, zażartą obrończynią mniejszości seksualnych i praw kobiet, oraz nie mniej zażartym krytykiem ‘kaczyzmu’ (sama ten termin wymyśliła i wprowadziła w życie). Posiada jeden z bardziej charakterystycznych głosów w naszym Parlamencie (trochę za bardzo skrzekliwy – jak sama kiedyś przyznała). Nie wiadomo zresztą z czego jest bardziej znana - czy z tegoż głosu, czy też z ciętego języka i licznych skandali, które nim wywołuje.
Teraz chyba wszystko jasne. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż zaproszenie Pawła na dzisiejsze pogaduchy o smakach życia przyjęła i w Gastrofazie pojawiła się Joanna Senyszyn.
W politycznej kuchni w kaszę dmuchać sobie nie daje, a jak w domowej? Po prostu... w zasadzie w niej nie przebywa. Nie gotuje, bo nie lubi i nigdy nie miała ku temu ciągotek, jako i talentu. Jeśli musiała coś przygotować, to robiła to bez entuzjazmu. Od lat razem z małżonkiem odkrywają smaki stołówkowe i bardzo sobie je chwalą. Jej samej nic tak nie smakuje, jak risotto z owocami morza, serwowane w barze na uniwersytecie, a mąż z kolei pod niebiosa wychwala jedzenie w swojej stołówce sądowej. Pani profesor nie jada mięsa, nawet drobiu, bo... zniechęciła się do kaczek, a jedyny przyjemny smak ptactwa, jaki pamięta, to kurczak po polsku – z nadzieniem, w wykonaniu jej babci, któremu zawsze towarzyszyła mizeria. Chociaż... z tym krzątaniem się po kuchni nie jest tak źle. Joanna Senyszyn jednak potrafi coś sama zrobić. To sos do zimnego bufetu na bazie majonezu, borówek do mięsa, czosnku i curry. Przepis autorski, aczkolwiek inspirowany kuchnią indyjską.
W kuchni nie przebywa także i z tego względu, że nie ma na to czasu. Mówi o sobie, że jest człowiekiem pracy, a jako taki jest bardzo zapracowana. Poza działalnością parlamentarną, prowadzi zajęcia ze studentami na uczelni, pisuje co tydzień felietony w tygodniku ‘Fakty i Mity’, jest blogowiczką na onecie.
Smaków życia w tym wydaniu Gastrofazy było sporo i – należy przyznać - były one różnorodne, zarówno gorzko-kwaśne, jak i słodkie.