Przyszła wczoraj i zamierza z narodem pozostać ze trzy miesiące. Jeszcze niezbyt ciepła i słoneczna, niezbyt zielona i pachnąca, ale w powietrzu już ją czuć. Pani Wiosna.
Z jej to powodu rozświrgolone co niemiara było dzisiaj studio przy... nomen omen... Żurawiej 8. Śpiewały ptaszęta w AntyRadiowej ptaszarni, a w radosnym ich szczebiotaniu wspierali je biesiadnicy zgromadzeni przy stole z powyłamywanymi nogami, wysyłający do Pawła gołąbki elektroniczne – co by nie mówić... też ptaki, tyle że gruchające. A chodziło o godne przywitanie nowej pory roku. Przedtem należało powiedzieć zimie 'do widzenia'. Niejedna Marzanna brutalnie została utopiona albo w inny sposób spławiona z padołu ziemskiego z tej przyczyny, a czapki, szaliki i ciepłe buty odstawione do szafy. Ale to nie koniec działań związanych z nadejściem wiosny, o nie! To zasadniczo dopiero ich początek, pozwalający oczekiwać prawdziwych jej symptomów – coraz dłuższych słonecznych dni, zielonych drzew, pierwszych kwitnących kwiatów. Same śpiewające ptaki i pochowane głęboko w szafie zimowe rzeczy wiosny nie uczynią, taka prawda.
Skoro zapukała już do drzwi i pcha się na całego, to najwyższa chyba pora, aby wziąć się do generalnych porządków wiosennych – przede wszystkim w domu. Trzeba posprzątać tu i tam i wyrzucić trupa z szafy... cokolwiek miałoby to znaczyć, a przy okazji zobaczyć, co jeszcze można byłoby zrobić na tę okoliczność. Że to konieczne, zauważył już klasyk – Jan Brzechwa:
Wiosna w marcu* zbudziła się z rana, Wyszła wprawdzie troszeczkę zaspana, Lecz zajrzała we wszystkie zakątki: - Zaczynamy wiosenne porządki.
I dzisiaj właśnie biesiadnicy wzięli się do wiosennego sprzątania, bez względu na to, czy generalnie lubią takie akcje, czy też nie. Zaglądali w każdy kątek, wyciągając z nich różne różniste rzeczy, jak choćby... paromiesięczne kanapki (sic!), niezjedzone swojego czasu w szkole z powodu braku apetytu lub czasu, remontowali trochę lub bardziej mieszkanie - malując je w całości (lub choćby jego skrawek) nową, wiosenną farbą, trzepali dywany, myli okna i zakładali świeże firanki. Zaglądali także do schowków z rowerami, żeby i z nimi zrobić porządek, bo przecież lada dzień będzie można nareszcie wypuszczać się na przejażdżki oraz sugerowali porządek w głowie – w sensie podjęcie wiosennych postanowień, bo o tych noworocznych już się zapomniało.
Niektórzy próbowali wyszukiwać sobie pretekstów (‘jutro, jutro, nie dzisiaj’) jakby nie wiedzieli, że i tak nie uda im się obejść porządków wiosennych (same się nie zrobią) i wcześniej czy później będą musieli wziąć w garść miotełki i ściereczki, aby doprowadzić mieszkanie do błysku. Byli też tacy, którzy nie cierpią robienia porządków, szczególnie tych gruntownych w szafie. Ciężko jest im pozbywać się czegokolwiek, bo z sentymentu lubią sobie chomikować niektóre ciuchy i chociaż są świadomi, że już się w nie raczej nie wbiją, to trzymają je w szafie nie wiedzieć po co. Co by nie mówić, każda wymówka i tak jest i będzie czczym gadaniem, bo wiadomo, że wiosna porą generalnych porządków jest, a ucieczki od nich nie ma.
Nie obeszło się bez pewnego rodzaju... zboczeń od ścierek, odkurzaczy czy mioteł, a to z powodu zwierzaków, które razem z nami mieszkają. Mają to do siebie, że wyprowadzone na spacer (psy) lubią wytarzać się w ‘perfumerii’ i należy je potem doprowadzić do porządku, fundując im kąpiel w wannie. Poza tym, zarówno one jak i koty, gubią na wiosnę sierść i żeby nie wiadomo jak długo sprzątać, to i tak nigdy jej się nie wysprząta do końca. Biesiadnicy radzili więc sobie nawzajem co z psimi i kocimi kłakami zrobić (wyrywać, wyczesywać), bo sweterka z nich ‘wysztrykać’ się raczej nie da. A jeśli nawet dałoby się, to z powodu niezbyt wykwintnego zapachu, nie jest to polecane.
Wujaszek rozbudzał ku porządkom, ale nie zapomniał, że można przy nich zgłodnieć porządnie i należałoby coś rzucić na ruszt po ich zakończeniu. Jak pomyślał, tak i zrobił... babę ziemniaczaną na grilla, która przy okazji doskonale wpisała się w temat wiosennego sprzątania. Z pyrkami na wiosnę też trzeba bowiem nieraz zrobić ‘porządek’ z powodu pędów, jakie im wyrastają. O tej porze roku ziemniaki nie są zbyt smaczne, ale na placki lub baby nadają się.
I to by było na tyle. Dzisiejszy odcinek można odsłuchać jeszcze raz, klikając TU.
*w oryginale: w kwietniu – przyp. Agrafka |