Intrygujący (dla niektórych może głupawy) tytuł newsa odnosi się do koloru włosów dzisiejszego gościa Gastrofazy. Został tak określony, a w ślad za tym skrupulatnie odnotowany, przez prasę brukową. Posiadaczka włosów – Ewa Szabatin – wyjątkowo często, można powiedzieć - regularnie, zawdzięcza zainteresowanie swoją osobą stronom internetowym typu Pudelek, Lansik, Kozaczek oraz różnym tabloidom o zasiegu ogólnopolskim. Zmiana koloru włosów z platynowego blond na ‘jajecznicę’ nie mogła absolutnie ujść ich uwadze, skoro zauważają inne fakty z jej życia - z kim się spotyka, z kim namiętnie całuje i na jakich imprezach bywa...
Było to kolejne – tym razem udane – podejście gościa Pawła do mikrofonu w studiu Gastrofazy. W ten piątkowy wieczór nie zawiodła i znalazła czas, aby skonfrontować się ze słuchaczami AntyRadia. Należy do znanych postaci showbiznesu, przez wielu jest ubóstwiana – z powodu tego, co robi i co potrafi robić. A potrafi... tańczyć, nawet bardzo dobrze. Jest tancerką klasy ‘S’, wielokrotną mistrzynią Polski w ‘standardzie i ‘łacinie’, laureatką wielu międzynarodowych nagród. Popularność zdobyła występując w trzech edycjach Tańca z gwiazdami, emitowanego w TVN (jako partnerka Przemysława Sadowskiego, Rafała Olbrychskiego i Mateusza Damięckiego). Przed nią kolejne wyzwanie i możliwość zrobienia kariery międzynarodowej – producenci brytyjskiej wersji Tańca z gwiazdami zaprosili Ewę Szabatin do udziału w Strictly Come Dancing (tak nazywa się program w Wielkiej Brytanii). Właśnie wróciła z Londynu, gdzie pojechała wziąć udział w eliminacjach. Wyników castingu należy oczekiwać za miesiąc...
Taniec to jej żywioł i - póki co - sens życia. Jest tancerką z ‘wykształcenia’ i zamiłowania. Tańczy już dwadzieścia lat, a zaczęła uczyć się tańca, gdy miała ich zaledwie dziesięć. Zainspirował ją film Dirty Dancing, który obejrzała i... wpadła jak śliwka w kompot. Temu, żeby tańczyć, podporządkowała swoje dotychczasowe życie. Nie jest aktorką (ale gdyby zaproponowano jej jakąś małą rólkę w jednej z licznych telenoweli – nie wzbraniałaby się), nie potrafi śpiewać, a jedyne, co potrafi - jak przyznała - to tańczyć. Tańcu poświęciła szkołę i młodość. Kiedy inni imprezowali, ona chodziła na treningi i zgłębiała kolejne kroki tańców latynoamerykańskich i standardowych, ćwicząc po parę godzin dziennie, każdego dnia - cokolwiek by się nie działo.
Tańczyć każdy może (trochę lepiej lub trochę gorzej), wystarczy umieć ‘słyszeć’ muzykę i mieć poczucie rytmu. Wychodząc z tego założenia, Ewa Szabatin stworzyła w Warszawie (wraz z paroma innymi uczestnikami Tańca z gwiazdami) szkołę tańca – Show Dance. Jest duże zainteresowanie tego rodzaju ‘uczelniami’, rosną one jak grzyby po deszczu. Zgłaszają się do nich zarówno bardzo młodzi ludzie, jak i zdecydowanie ‘starsza młodzież’. Przychodzą w parach lub pojedynczo (w tym drugim przypadku tylko kobiety, ale one traktują trochę taniec jako fitness). Taki euforyczny wzrost popularności tańca w ostatnich latach, postrzeganego jako zupełnie miłą formę spędzania wolnego czasu, nastąpił po programach telewizyjnych, w których tańczą nie tylko najprawdziwsze gwiazdy, ale także osoby zupełnie nieznane, dla których taniec stanowi pasję. Tego rodzaju programów trochę ostatnio zaistniało w telewizji. Jak przyznaje dzisiejszy gość Pawła, pomogły one i samym tancerzom – jeszcze parę lat temu ludzie nie garnęli się tak bardzo, aby oglądać pokazy taneczne. Teraz z tańca da się żyć.
Ewa Szabatin ma nadzieję, że jeszcze trochę potańczy w swoim życiu. Od niedawna ma nowego partnera (Marcin Olszewski), z którym przygotowuje układy taneczne. Rodziny zakładać jeszcze nie zamierza, a już na pewno nie chce mieć teraz dzieci - jeszcze tego ‘nie czuje’. Gdy już definitywnie kiedyś zejdzie z parkietu, chciałaby zajmować się modą, w sensie projektować – tak, jak Ewa Minge czy Weronika Rosati. Zawsze miała pociąg do kreowania, to było jej hobby. No cóż, to też wydaje się być dobrym - pod wieloma względami - zajęciem... Tylko te brukowce... Niektórzy projektanci mody są ich wyjątkowymi ulubieńcami.