 Jest pewien Paweł z Warszawy Codziennie smak bada sławy Więc sztućcem swej inteligencji Wypruwa z każdej gwiazdencji Bzdur steki i inne potrawy.
Nie mogła w poniedziałek, przybyła do Gastrofazy dzisiaj. Jedna z rodu Młynarskich, należy dodać... tych Młynarskich. Córka Wojciecha, siostra Agaty, czyli Paulina Młynarska-Moritz. Ona to właśnie zaistniała jako gość Pawła w środowy wieczór. Na co dzień była aktorka i reporterka, obecnie prezenterka i wszechstronna dziennikarka.
Nie zjawiła się w studiu z pustą ręką, przyniosła ze sobą limeryk - patrz wyżej, który sama napisała (potrafiła napisać), chociaż – jak sama podkreśliła – nie posiada matury. Zdolna, ale co chciała przez to powiedzieć? Czy to, że do uprawiania zawodu dziennikarza i prezentera nie są potrzebne studia, nie mówiąc już o maturze? Wystarczą długie nogi, bardzo ładne ciało (tak mówi o swoim) i odrobina tego ‘czegoś’, co ma się w genach po legendarnym ojcu?
Pochodzi ze znanej rodziny, z tradycjami. W szeroko rozumianej kulturze i sztuce zaistniała już jako nastolatka, zagrawszy w jednym z filmów Andrzeja Wajdy. Zasmakowała aktorstwa i w poszukiwaniu możliwości swojego rozwoju (czytaj: kariery), rzuciła szkołę (stąd ten brak matury do dzisiaj), rodzinę i pojechała do Paryża. Mieszkała we Francji, ucząc się zawodu i zdobywając doświadczenie życiowe – z przerwami – parę dobrych lat. Należy przyznać, dzisiaj nieźle radzi sobie zawodowo. Od aktorstwa odżegnuje się – ten etap życia uważa za zakończony. Nie chce grać, nie przyjęłaby nawet propozycji od wielkich – Spielberga, Polańskiego czy kogokolwiek innego. Ostatnią rólkę zagrała dziesięć lat temu (w Złotopolskich) i aktorką już się nie czuje. Nie można być jednocześnie ‘twórcą’ i ‘tworzywem’, trzeba się na coś zdecydować. Paulina Młynarska zdecydowała się – teraz jest dziennikarką. Nie znosi (ulubione jej słówko, którego często używa) ‘amalgamatów’. Takie osobowości, które są ‘paroma w jednym’ to nieudacznicy, którzy wcześniej czy później kończą na kanapce u psychoanalityka, przechodząc (kosztowną) kurację. To uczucie zna z autopsji – sama korzystała z psychoterapii przez pięć lat, trzy razy w tygodniu. Nie wstydzi się przyznać, że było to jej potrzebne. Na marginesie – dużo jej to dało. O terapii mówi jako o ‘głębokiej podróży w głąb siebie, przygodzie intelektualnej, spotkaniu z kimś, kto naprowadził ją na inteligentne tropy’.
Nie znosi brukowej prasy i pismaków, którzy z uporem maniaka podkreślają ciągle, że niedawno po raz czwarty została mężatką. No i co z tego? Wydaje się, że nic, ale to ją dotyka i denerwuje (sic!). Dziennikarzy więc opieprza, ustawia w szeregu i decyduje o tym jakie pytania mogą jej zadawać (Pawłowi też się delikatnie dostało). Jako gospodyni programów talk-show na różnych kanałach telewizyjnych sama zadawała pytania jakie chciała, ale... nie, nie – wcale nie żądliła, skądże znowu. Cały czas była ‘na salonach’ i tego się trzymała. Od swoich gości oczekiwała szczerości i pomimo uszczypliwości niektórych pytań, żaden z nich nie czuł się obrażony czy dotknięty. Hmm... To się chyba nazywa profesjonalizm.
Stacje telewizyjne zmienia jak rękawiczki. Przebiera i wybiera tylko takie programy, w których czuje się swobodnie. Była już w TVN Style, prowadząc talk show Żądło, zaliczyła Polsat (Interwencja) i Dwójkę (Pytanie na śniadanie). Teraz jako ‘gwiazda transferu’ – jak została określona przez kolorową prasę – powraca do TVN Style. Na swoją pozycję pracowała długo. Czuje, że mocno stoi na nogach, ale nie dlatego, że jest jedną z Młynarskich. Zawsze stawiała na odrębność, ma potrzebę istnieć jako taka jednostka, chociaż – według niej – świat chce ją widzieć w kontekście rodzinnym.
Dzieciom genialnych rodziców naprawdę jest nieraz ciężko. Jeśli są mało odporne, mogą wpaść w kompleksy. Paulina Młynarska uważa, że do takich nie należy. Robi swoje, aby udowodnić, że nie idzie na łatwizny i sama coś potrafi. A osławione nazwisko jakie nosi, to po prostu szczegół.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie www.gdziezjesc.info/gastrofaza.htm. |