…za tych, których zabrał los, zapal światło w oknie…"
Wpisz się do księgi kondolencyjnej otwartej na stronie AntyRadia, wywieś w oknie lub na balkonie mieszkania flagę przepasaną czarnym kirem, przejdź się pod Pałac Prezydencki ze zniczem i symbolicznym kwiatkiem, aby jedno i drugie złożyć przed jego wejściem… Albo przynajmniej - jeśli w jakikolwiek sposób obeszło Cię to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku - wpędź się w zadumę nad życiem, które „choć piękne, tak kruche jest”...
Trwa żałoba narodowa, ogłoszona wczoraj po południu w związku z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, w której zginęło ponad dziewięćdziesiąt osób, udających się na uroczyste obchody rocznicy zbrodni katyńskiej. Tak na marginesie – czyż nie jest to okropna ironia losu? Lecieli do Rosji, chcąc oddać hołd pomordowanym kilkadziesiąt lat temu w tym miejscu Polakom, a sami stracili życie. I to w tak nieoczekiwany sposób… Cześć ofiarom tragedii oddaje od soboty cała Polska. Razem z nią smuci się świat, składając mieszkańcom kraju nad Wisłą kondolencje z serca płynące, a w niektórych przypadkach wyznaczając także u siebie dni żałoby - jak donoszą media. Piękny to gest.
Ten i wiele innych. Nic dziwnego, nie można przejść obojętnie wobec tego wydarzenia. Poruszy każdego, bo to i tragedia narodu jako takiego, i tragedia rodzin, które w katastrofie straciły kogoś bliskiego - męża, matkę, ojca, dziecko, przyjaciela. Nieprzebrane tłumy ludzi, znicze i kwiaty pod Pałacem Prezydenckim, opuszczone do połowy masztu i przepasane czarnym kirem flagi na budynkach państwowych oraz wywieszone spontanicznie - w oknach prywatnych mieszkań, dwie minuty ogólnonarodowej ciszy - dzisiaj w samo południe, odwołane imprezy kulturalne i sportowe. Wszystkich w zasadzie łączy to samo uczucie: smutek, żal i współczucie dla rodzin tych, którzy odeszli z tego świata w wyniku koszmarnie tragicznej katastrofy.
Smutny, a właściwie bardzo refleksyjny był dzisiejszy stół z powyłamywanymi nogami. Wydarzenia wczorajszego dnia skłoniły biesiadników przy nim zgromadzonych do zadumy, wywołały chęć i potrzebę podzielenia się swoimi myślami kłębiącymi się w głowie tudzież emocjami, jakie targają człowiekiem w takiej sytuacji. A myśli były to różne. Smutek, żal, dziwne uczucie ściskające gardło i empatia wobec tego, co się wokół dzieje - z jednej strony, a z drugiej - przypisywanie ludziom pozoranctwa i hipokryzji, nazywanie żalu i smutku „żałobną szopką”, „nadęciem” i „fałszywym pochlebstwem dla zmarłych”. Nie zabrakło nawet prób szukanie przyczyn oraz winnych katastrofy (sic!).
Audycja została nagrana i można ją ponownie odsłuchać – tak jak inne odcinki stołu z powyłamywanymi nogami. Wystarczy kliknąć TU.