 Koleżanka po fachu była dzisiaj gościem Pawła w Gastrofazie.
Skoro takie padło stwierdzenie, to wiadomo, że była nią dziennikarka. W rzeczy samej. To Beata Sadowska, jedna z twarzy Pytania na śniadanie w telewizyjnej Dwójce. W środę, w Gastrofazie, to nie ona jednak zadawała pytania (chociaż ma ogromne w tej dziedzinie doświadczenie), a Paweł.
Z niejednego pieca chleb jadła (z najprawdziwszego włoskiego wyciągała pizzę, gdy ‘praktykowała’ we włoskiej knajpie w Londynie). Pracowała w radiu, prowadziła programy w MTV, Polsacie i TVN, a od kilku tygodni dociera się ze swoim nowym partnerem telewizyjnym, Tomaszem Kammelem we wspomnianym porannym programie w TVP 2. Uchodzi za autorkę niezwykle udanych pytań. Zadała ich w swoim życiu mnóstwo, przeprowadzając wywiady z najsłynniejszymi artystami świata, m.in. Woody Allenem, Jennifer Lopez, Melem Gibbsonem, Hugh Grantem. Przylgnęła nawet do niej łatka ‘ta od wywiadów z największymi gwiazdami’. Lubi rozmawiać z ludźmi, a fakt, że przychodzi zadawać jej pytania wielkim gwiazdom, które zna cały świat, nie paraliżuje jej i nie onieśmiela, chociaż – co jest normalne – podczas wywiadu czuje w sobie podniesiony poziom adrenaliny. Rozmówcy bywają różni, mniej lub bardziej poważni i wyluzowani, mniej lub bardziej zabawni. Bardzo miło wspomina rozmowę z ubóstwianym przez siebie Jackiem Nicholsonem, przeprowadzoną przy okazji premiery filmu Lepiej być nie może. Dowcipny aktor na pytanie, co jest najfajniejszego w życiu ponad 65-letniego mężczyzny, odpowiedział jej wtedy frywolnie, że ‘dobre jedzenie i dobre... pieprzenie’. Motyla noga, a nawet i kurtka na wacie jednocześnie... Normalne i naturalne, prawda? Sama Beata Sadowska ma określony stosunek do przekleństw i wulgaryzmów. Uważa, że odpowiednio użyte przekleństwo jest w niektórych sytuacjach O.K., wzmacnia wypowiedź, podkreśla emocje, a nieraz jest nawet... seksi (tudzież sexy). Jej samej zdarza się, że kurr... zapieje, ale tak w ogóle, zdecydowanie jest przeciwna wulgaryzmom, stosowanym jako przecinek w mowie.
Warszawianka z krwi i kości. Wychowywała się w blokowiskach na warszawskim Bródnie, chodziła do elitarnego Batorego, teraz mieszka na Saskiej Kępie (dzielnicy też niejako nobilitowanej). Od czasów kiedy była nastolatką lubi nowości, czuje potrzebę zdobywania nowych doświadczeń i mierzenia się z nowymi możliwościami. Stąd podróże do odległych krajów, którym oddaje się z lubością (zaliczyła m.in. Australię, Boliwię, Peru i Mongolię), stąd wyzwania sportowe. Beata Sadowska wspina się (jak zajdzie potrzeba przeskakując ze skały na skałę... nad dwumetrową przepaścią), biega (półmaraton ma za sobą, 42 kilometry z małym ogonkiem przed nią), jeździ na nartach i łyżwach. W tym ostatnim przypadku swoje umiejętności pokazała w programie Gwiazdy tańczą na lodzie.
Kiedyś nie do pomyślenia było, aby założyła sukienkę lub spódnicę (z szafy wyciągała szerokie bojówki, trampki i bluzę dresową), dzisiaj jest jedną z bardziej eleganckich osób w szoł-bizie. Od trzech lat świadomie współpracuje ze stylistami (praca w telewizji i ‘bywanie’ niejako zobowiązuje), na co dzień ubiera się jednak sama. Wie jak się ubrać, wie co to znaczy dobrze się ubrać. Doszło do tego, że w kolorowych (eleganckich) pismach zabiera głos jako ekspert od mody.
I taka jest Beata Sadowska, która smak własnego życia komponuje z prawdziwym rozmachem.
Dzisiejsza Gastrofaza jest możliwa do odsłuchania - TUTAJ. |