 Dziś w obowiązkowym kinie Antyradia monografia kolejnego lokatora bloku przy ulicy Alternatywy 4, tym razem Zenobiusza Furmana - nie profesora zwyczajnego, a zwyczajnego docenta, a przy tym kolekcjonera poroży i broni myśliwskiej.
Nieudacznik życiowy, czy po prostu wyjątkowy pechowiec? Sam twierdził, że pech prześladuje go cały czas. Ot, chociażby ta nieszczęsna profesura, o którą tak bardzo starał się, marzył o niej. Trzy lata kompletował ekwipunek myśliwski, bo profesor, od którego zależała jego kariera naukowa był zapalonym myśliwym i Furman chciał mu się przypodobać. Wniosek o nadanie tytułu był gotowy, tylko go podpisać ... i wszystko na nic. Strzelba myśliwska nie pomogła w zdobyciu profesury, bo profesora wyrzucili z uczelni, zanim zdołał złożyć swój podpis na wniosku. I jak tu nie mówić o pechu?
Strzelba pomogła niejako natomiast w zdobyciu serca nauczycielki Bożeny Lewickiej. Bez niej nie byłyby możliwe jego opowieści myśliwskie, o których z największym upodobaniem opowiadał każdemu, w tym swojej sąsiadce. A to, że były pełne fantazji, wydumane, zupełnie nierealne ... to nieistotne. Lewickiej w Furmanie wszystko się podobało. I profil przypominający Gregory Pecka, i bogate wnętrze i opowieści typu ‘szarża rannego byka’. Ona nie zauważała, że docent lubił się egzaltować i rozdmuchiwać swoje ego.
Niestety, docent to także kanalia i menda. Wsławił się niechlubnie donosicielstwem na Ewę Majewską, za co spotkało go napiętnowanie ze strony sąsiadów. Dobrze, że odkupił swoją winę, ratując Lewicką z pożaru. No i przyłączył się do spisku przeciwko Aniołowi, co też mu się chwali.
|