Drzewa i krzewy kwitną, wokół robi się coraz bardziej zielono. Ładny to kolor, miły dla oka, budzący pozytywne skojarzenia. Dzisiaj zapanował w Gastrofazie, zarówno w jej pierwszej, jak i drugiej części. W pierwszej za sprawą pewnego warzywa, które co prawda dostępne jest w sklepach przez cały rok – chociaż najczęściej jako zamrożone ‘kafle’, to na wiosnę, kiedy pojawia się w postaci świeżych listków, smakuje po prostu inaczej.
Rzecz o szpinaku, który sam w sobie jest bardzo zdrowy, zawiera dużo witamin oraz soli mineralnych (żelazo!) i - co jest bardzo ważne - daje mnóstwo możliwości wykorzystania go kulinarnie. Nic więc dziwnego, że dziś Mistrz skupił się właśnie nad nim, proponując małe co nieco, a nawet konkretne dania z jego udziałem. Należy tutaj napomknąć, że przy wielu zaletach szpinak ma jedną wadę - dla wielu stanowi traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to ‘dla zdrowotności’ należało go zjadać w dużych ilościach (zmuszani byli szczególnie ci anemiczni i wątli), a swoim wyglądem przypominającym zieloną breję lub... (pardon) krowi placek, nie zachęcał do konsumpcji. Tak to jest, jak jakaś potrawa źle zakodowana w dzieciństwie może przez długie lata wywoływać złe skojarzenia. W takich sytuacjach należy przeżyć drugi ‘pierwszy raz’ i spróbować naprawić błędy młodości. Ze szpinakiem warto i trzeba. Idealnie nadaje się do kompozycji kulinarnych na ciepło - jako samodzielne danie lub dodatek do dania głównego, a także na zimno. Ze świeżych listków szpinaku, po dodaniu chociażby mozarelli i pomidorków cherry można zrobić wspaniałą sałatkę. Na ciepło można go zapiekać w cieście francuskim, faszerować nim mięso lub łączyć z makaronem.
Paweł proponował swoje dania, gruszek w popiele nie zasypali także słuchacze, nadsyłając ciekawe propozycje sprawdzonych pyszności własnego autorstwa, zarówno ze szpinakiem, jak i bez niego. Najciekawsza miała być nagrodzona dwuosobowym zaproszeniem na kolację do Blue Cactusa! Wczoraj taki ‘konkurs’ też został przeprowadzony, a wygrała w nim Monika – gratulacje!
Wybrane przepisy dzisiejszej Gastrofazy zostaną oczywiście zamieszczone w odpowiedniej zakładce na forum Gastrofazy oraz w książce kucharskiej AntyFanów.
Pora przejść do gościa, który tradycyjnie pojawia się w studiu po 12:00. Prawdę powiedziawszy, dzisiaj ‘gościów’ było dwóch. Pierwszy - Vito Odrobina pojawił się niespodziewanie już na samym początku Gastrofazy. Aczkolwiek niezapowiedziany, sprawił ogromną radość swoją króciutką wizytą. Przyznał, że w kuchni to on nie bardzo się czuje, sery wszelakie bardzo lubi i zjada je w dużych ilościach, gdy odwiedza rodzinę we Francji, a bezy (Paweł akurat omawiał tort bezowy) kojarzą mu się z socjalistycznym deserem, którego nienawidził (galaretka z bezą i bitą śmietaną) oraz z... filmem o psie Huckleberry, w którym pewien kornik mruczał coś w podobie... 'bezy, bezy, bezy'...
Właściwy gość - zgodnie z tym co na wstępie newsa, miał kojarzyć się z zielonym... I niejako kojarzył, bo był nim... Michał Zieliński, stołeczny aktor, geniusz parodii i absurdalnego humoru, nazywany polskim Jimem Carrey’em, znany ostatnio bardziej z kabaretu Rozmowy w tłoku Szymona Majewskiego, u którego robi za... braci Kaczyńskich, Leppera, Tuska, Marcinkiewicza, Olbrychskiego, Wildsteina, niż z desek scenicznych. Zresztą, od dwóch tygodni nie jest już aktorem. Teatr Powszechny, w którym występował podziękował mu właśnie za współpracę i posłał na... (nomen omen) zieloną trawkę. Żal z tego powodu w nim był, ale już minął. Serce do teatru zawsze będzie miał, bo czuje się bardziej aktorem niż kabareciarzem, pomimo tego, że prawdziwą popularność i rozpoznawalność dała mu telewizja. Poza tym, jego zdaniem to właśnie teatr jest prawdziwym sprawdzianem każdego adepta sztuki filmowej i teatralnej. Michał Zieliński czeka na poważne wyzwanie w poważnej sztuce. Potrzebuje ‘ostrego przeczołgania go’ po deskach scenicznych.
Dzisiejsza Gastrofaza jest możliwa do odsłuchania TU.