I to nie na żarty. Na termometrze za oknem grubo mniej niż zero. W Warszawie, gdy rozpoczynał się Blat, przyrząd do mierzenia temperatury powietrza wskazywał... uwaga... minus dziewiętnaście stopni Celsjusza! Brrr…
Na zewnątrz na wskroś przenikliwy mróz, ziąb niesamowity, a w studiu wręcz przeciwnie – cieplutka atmosfera. Biesiadnicy zgromadzeni przy stole z powyłamywanymi nogami wzięli się za bary z zimą i postanowili ją lekuchno oswoić, starając się znaleźć w czymkolwiek co jest zimne jakieś pozytywy. Prawda taka, że zazwyczaj słowo ‘zimny’, nie wywołuje sobą dobrych skojarzeń. No, w zasadzie z jednym wyjątkiem. Są nimi kulinaria. W tej dziedzinie istnieje mnóstwo rzeczy, które przyswaja się na zimno i tylko w taki sposób serwowane, są zjadliwe i w ogóle możliwe do konsumpcji. Skrzynka mailowa Pawła pękała w szwach od nadmiaru ‘czegoś na zimno’ co jest pyszne. Pojawiły się lody o różnych smakach, sernik z galaretką owocową, kawa mrożona, chłodnik litewski, zimna płyta - zwana zimnym bufetem lub szwedzkim stołem - z całą różnorodnością na sobie zgromadzoną. Gruszek w popiele nie zasypali miłośnicy ryb zgłaszając karpia w galarecie (brawo Ryłkołak!) oraz rybę faszerowaną – też oczywiście w galarecie. O swoje upomnieli się miłośnicy zimnych nóżek – obowiązkowo pod setę zimnej wódki (ciepła jest okropna!), a nawet zimnej zupy ogórkowej wyjadanej wprost z gara (sic!) i placków ziemniaczanych ‘z wczoraja’, pałaszowanych na zimno (bee!). Zimny temat kulinarny porwał słuchaczy jak lawina.
Ogromna grupa skojarzeń to jednak niestety negatywy. Zimny jak ryba człowiek, w sensie nieulegający wzruszeniom, nieczuły i niewrażliwy, odrzuca zdecydowanie – bez względu na to, czy ‘rybą’ będzie płeć brzydka, czy piękna. Zimna wojna to też nic dobrego – jak każdy mniejszy lub większy konflikt i napięte stosunki międzyludzkie, prowadzące do stanu otwartej wrogości. Na listę negatywnych skojarzeń załapały się jeszcze zimne kolory, zimni ogrodnicy, no i oczywiście zimny drań - człowiek bezwzględny i wyrachowany. Takiego typa obchodzi się zazwyczaj szerokim łukiem, chociaż są podobno samice, które on kręci. Hmm... trzeba mieć szczególny gust...
W ogólnym rozliczeniu z tym zimnem nie było jednak tak źle. Do tematu ‘bardzo dużo poniżej zera’ trzeba było po prostu podejść… na zimno, zachowując przy tym… zimną krew. Od razu znalazł się pozytyw. Była nim chociażby słynna ze swej olśniewającej urody generałowa Zajączkowa. Znana była z tego, że przez całe swoje życie jadała tylko zimne potrawy, spała na koszach z kostkami lodu, kąpała się wyłącznie w zimnej wodzie. Jak wieść gminna niesie, w wieku osiemdziesięciu lat miała postać nastolatki i bez najmniejszego trudu łamała serca młodzieńców. O tym, że stała się ikoną wiecznej młodości nie ma już co wspominać, bo to przecież oczywista oczywistość.
W ślad za generałową Zajączkową pojawiły się następne hasła dobrze kojarzące się z zimnem – wędkowanie na lodzie, lodowe rzeźby, ruch na świeżym powietrzu, zimne ognie oraz ‘ruska bania’. Nie zabrakło sympatycznej przypowiastki o zimnym łokciu - z historycznego punktu widzenia i wykładu o zerze bezwzględnym. Od razu zrobiło się cieplej przy stole nóżek pozbawionym. Mimo wszystko – byle do wiosny!
Dzisiejszy Blat można ponownie odsłuchać. Nagrany został TU.