Wydawać by się mogło, że po odcięciu ciepła, gazu i prądu w bloku przy Alternatywy 4 zrobiło się beznadziejnie ...
Kaloryfery zimne od paru dni, lokatorzy pozawijani w koce i szaliki. Na duchu podtrzymywał lokatorów towarzysz Winnicki. Nikt tak wspaniale nie potrafił zresztą tego robić, jak on. Zawsze miał pod ręką dobrą radę i dobre słowo. Teraz, w obliczu takiej beznadziei, też miał dobrą radę: należy po prostu trzymać się, najlepiej wszyscy razem, solidarnie. Hmm ... on był dokładnie w takiej samej sytuacji, jak reszta mieszkańców. Cóż on mógł zrobić innego ... Żabę wysłał do Zakopanego - obiecał przecież, że luksusu jej nigdy nie zabraknie, sam był zmuszony wrócić do mieszkania byłej żony. Opróżnił tylko lodówkę z ‘paru’ niezbędnych drobiazgów, ot takich peweksowskich rarytasów, wsiadł w czerwone BMW i pojechał.
Zimno, bez prądu, bez gazu, po prostu straszno, ale ... Polak potrafi. Musi potrafić zaradzić trudnej sytuacji. Krótka burza mózgów lokatorów i plan działania obmyślony. Przed blokiem przy ul. Alternatywy 4 pojawia się stara, przedwojenna lokomotywa parowa i cała góra węgla. Swoim dźwigiem przywiózł ją Kotek, a inżynier Manc podłączył do węzła w piwnicy. W mieszkaniach znowu zrobiło się ciepło. Wszyscy zadowoleni, czepiał się tylko Anioł, który znowu miał pretensje o ‘obowiązujące przepisy prawa’. Lokomotywa, jako niekonwencjonalne źródło ciepła, stała się atrakcją w okolicy, ba - w całej Warszawie. O inicjatywie mieszkańców bloku przy Alternatywy 4 pisały wszystkie gazety, przypisując sukces ... opiekuńczemu gospodarzowi domu.
Chyba każdy blok na Ursynowie zazdrościł lokatorom takiego ciecia ...