Dzisiaj w Gastrofazie ulubieńcy Pawła – przedstawiciele zaprzyjaźnionej z Antyradiem warszawskiej knajpy Blue Cactus.
Bywają tu często i za każdym razem przywożą ze sobą smakołyki, które rzucają gospodarza programu na kolana. Dzisiejszą okazją do spotkania była nowa, zimowa karta dań, która wystartowała tydzień temu i która będzie rządziła w Blue Cactusie do pierwszych dni stycznia. Nie ma w tym pomyśle żadnej przypadkowości – zimowe menu serwowane w restauracji zawiera w sobie klimaty Świąt Bożego Narodzenia, które zbliżają się przecież wielkimi krokami.
Gości było dwoje – Wiesława Szczep, kreatorka kulinarna, która przy opracowywaniu zimowego menu była odpowiedzialna za dobór win oraz Ryszard Majewski – szef kuchni. Koncepcję opracowali wspólnie: dania miały być w aurze świąt, które wyjątkowo mocno pachną przyprawami korzennymi. W zimowej karcie dań Blue Cactusa znalazły się gęsi, kaczki, zające tudzież inne mięsa, które nie tylko są przesycone tymi zapachami, ale serwowane są ze świątecznymi dodatkami.
W tę atmosferę idealnie wpasowały się wina niemieckie – półwytrawne, wytrawne i słodkie. Wiesława Szczep zna się na nich jak mało kto. O każdej butelczynie zawierającej zacny trunek potrafi powiedzieć, z jakiego regionu i z jakiej winnicy on pochodzi, jaki (nomen omen) szczep reprezentuje, a także w jakich warunkach i w jakich beczkach wino było przechowywane. Win uczy się od lat, chociaż umiejętności wyczuwania bukietu do końca jeszcze nie zgłębiła, ale to normalne. Tego zawsze uczy się najdłużej.
Nadeszła chyba pora, aby powiedzieć, co wjechało na stół w Gastrofazie. Ucztę rozpoczęła podwędzana kaczka brandenburska w sosie gruszkowym, z wyraźnymi kawałkami owoców, serwowana w towarzystwie roszponki i rukoli. Była też gęsia wątróbka (ale nie taka jak na koloniach) owinięta bekonem, pod którym ukryty został czosnek, ze słodko-kwaśnym chutney, doprawiona tylko pieprzem. Nie zabrakło zupy - bardzo konkretnej w smaku, z wołową wkładką, zieloną soczewicą, kolendrą w dużych liściach (nieszatkowanych) i czosnkiem. Wyrazu dodawała jej wędzona papryka jalapeno. Przed deserem Paweł uszczknął jeszcze kawałek jagnięciny z gnochci i pomidorami koktajlowymi oraz gęsi w sosie śliwkowym z ryżem, doprawionym orzechami włoskimi i rodzynkami. Deser – gruszkę, gotowaną w syropie z dodatkiem wina czerwonego oraz tartę czekoladową z pekanami – ogarnął niemalże tylko okiem.
Każdej potrawie towarzyszyła odpowiednia propozycja wina. Wiesława Szczep podała wino nawet do zupy, czego zazwyczaj nie praktykuje się, ale - z drugiej strony - nie jest to jakimś odstępstwem od powszechnie stosowanej normy. Wszystkie wina były smaczne, ale absolutną ekstazę wywołało w Pawle wino rosen muskateler (dosyć rzadkie), proponowane przez gości do deseru.
Dania smaczne, wino po mistrzowsku dobrane – czego jeszcze można chcieć więcej? Ano można. Zapewne spróbować samemu tych dań, a jeśli tak - to trzeba odwiedzić Blue Cactusa. Innej możliwości degustacji tych smakołyków po prostu nie ma.