...zwykle dokucza, ale dzisiaj można było dopatrzyć się w jej działaniu... pozytywnych aspektów. Niewielkich co prawda, ale zawsze jednak plusów, a nie minusów. Że jak? Ano tak. Rzecz o AntyRadiowym kompie, odpowiedzialnym za komunikację ze słuchaczami, który w najmniej odpowiednim momencie, czyli wtedy, gdy rozpoczynał się Stół z powyłamywanymi nogami, zbiesił się i nie chciał wyświetlać gołąbków elektronicznych nadsyłanych do Pawła. A miało być zupełnie inaczej – w sensie wyjątkowo bardzo interaktywnie, tak jak drzewiej bywało, gdy do studia nie przychodził (z założenia) żaden gość. Mieliśmy blablać na każdy temat, jaki przyszedł nam do głowy, bez najmniejszych ograniczeń. Paweł miał być wyłącznie nasz, a my jego... No cóż, stało się.
Komputer w stanie zawieszenia tkwił prawie do końca programu, co mogło oznaczać jedno: z powodu nieoczekiwanych przeciwności losu, dzisiejsze wydanie postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód było zupełnie niekorespondencyjne i skupiło się na muzyce. Ale jakiej! Prawie wszystkie kawałki puszczane przez Pawła pochodziły z zakładki Kosy, tak więc ucho miało to co chciało (usłyszeć). A pogadamy innym razem – ot, chociażby za tydzień, zanim do Antyradia przybędzie zaproszony gość.
Każda audycja Pawła jest nagrywana, tak więc powinna być nagrana i ta. Przekonać o tym można się klikając TU.