 Gość ze świata muzyki przyjął zaproszenie Pawła i swoją obecnością zaszczycił poniedziałkowe wydanie Gastrofazy.
Był nim Maciej Januszko - lider i współtwórca Mechu, kultowej niegdyś kapeli, odbudowującej się i reaktywującej od niedawna swoją działalność, m.in. z inicjatywy ‘antykwariusza’ AntyRadia – Janusza Kosy Kosińskiego, który zespół bardzo lubi i może uchodzić za najprawdziwszego jego promotora. Zarówno sam Maciej Januszko, jak i zespół przeżywa drugą młodość, a kondycji można im tylko pozazdrościć. Co prawda – jak przyznał wokalista Mechu – będąc rocznikiem (zaledwie) 50+ musi dbać o siebie, bo już zdarzyło mu się, że z pewnym wysiłkiem dawał upust swojej energii na scenie i po ‘drugiej przekątnej’... no, musiał odpoczywać, gdyż tak jakby brakowało mu tchu. Zresztą, może to była wina sali... niektóre mają mało powietrza. Dba i o kondycję, i o urodę – myślał nawet o zbotoksowaniu się, ale póki co natlenia skórę twarzy, a o swoją charakterystyczną grzywę troszczy się wcierając w nią jakieś specyfiki.
Mech pojawił się po raz pierwszy na scenie muzycznej w końcu lat 70. Zaczął ostro, występując na największych festiwalach i imprezach w kraju i za granicą, jak chociażby Przystanek Woodstock. Kluczowym momentem dla kapeli z tamtego okresu był Jarocin w 1983 roku. Kapela dużo koncertowała także w Berlinie Zachodnim. Grali tam, bo tam chciano ich słuchać, a poza tym wyjeżdżali z Polski bez najmniejszych problemów, chociaż były to czasy, gdy paszporty nie były jeszcze przechowywane w domach. W Berlinie Mech zagrał jeden z ostatnich swoich koncertów, tam dokonał żywota w pierwszym swoim składzie. Zespół praktycznie rozpadł się. Niektórzy jego członkowie wyjechali za Wielką Wodę lub do innych krajów, niektórzy zasilili swoimi osobami inne kapele, a Maciej Januszko wziął sprawy w swoje ręce i zajął się działalnością biznesową. Pieniądze zarabiał w ’przemyśle odzieżowym’, prowadząc lumpeksy (teraz zresztą też je ma, tylko nazywają się inaczej – outlety). Sobie przypisuje autorstwo hasła ‘tania odzież’, którą sprzedawał i na wagę, i na sztuki.
Dzisiaj, w okresie reaktywacji, starają się grać dla wszystkich - ‘rodziców z winylami i dzieci z kompaktami’. Są bardzo aktywni, mają pełno planów i pomysłów. Poza dziesiątkami koncertów, pracują nad nowymi płytami - jedna z nich, skupiająca nowe i stare kawałki ma ukazać się niebawem, w przypadku innych prace studyjne są na ukończeniu. Maciej Januszko przewiduje także solowy projekt – do tekstów Tomka Beksińskiego.
Jak było do przewidzenia, nie mogło obyć się bez wspomnień o Jacku Skubikowskim, z którym dzisiejszy gość Pawła przyjaźnił się na niwie towarzyskiej i współpracował zawodowo, podśpiewując z nim nawet pewne piosenki... z różowej scenki. Któż nie pamięta Weź to do buzi (reklama czekolady), Żółta żaba żarła żur czy Daj mi Renato, Agato, Beato – parodii disco polo. Swego czasu nuciła je, zaśmiewając się do rozpuku, cała Polska. Z Jackiem Skubikowskim (bardzo już wtedy chorym) spotkał się po raz ostatni w warszawskiej Fabryce Trzciny w lutym ubiegłego roku, na koncercie imieninowym zorganizowanym dla Niego przez najbliższych.
Maciej Januszko, piewec o głosie młodego Ozzy Osbourne’a (jak to kiedyś napisali o nim Rosjanie) lubi mówić też o gotowaniu. Wśród znajomych uchodzi za mistrza od pasztetu – aby spróbować i dostać kawałek tego smakołyku należy zawczasu ustawiać się w kolejkę, bo cieszy się ogromnym powodzeniem, a bez wcześniejszych zapisów nie jest wydawany. No cóż, takie życie.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK. |