Pojawiła się w studiu Gastrofazy roztrzepotana i rozszczebiotana, roześmiana od ucha do ucha, tak jakby akurat grała Zuzię Śnieżankę.
Z tej właśnie roli - mało rozgarniętej, głupiutkiej trzpiotki (przepraszam za stereotypowe skojarzenia - przez przypadek blondwłosej) w telewizyjnym serialu komediowym Lokatorzy, emitowanym parę lat temu w Jedynce, zasłynęła Olga Borys – dzisiejszy gość Pawła. Rola przyniosła jej największą popularność, chociaż w swoim życiu zawodowym odegrała parę innych, zarówno w produkcjach telewizyjnych, jak i na deskach teatralnych. Jak sama twierdzi, lubiła ją nawet i cieszyła się, kiedy dostała propozycję jej zagrania. Było to niedługo po ukończeniu szkoły filmowej i bardzo jej zależało wtedy na tym, aby móc wcielić się jeszcze przed ‘trzydziestką’ w postać młodej dziewczyny – trochę zakręconej i niepoważnej, zanim zacznie odtwarzać bardziej stateczne kobiety. Fakt, potem chciała ugruntować tę postać w oczach widza i trochę grała ją w innych programach, ale nie zamierza przejmować się drobiazgami (czytaj: pierdołami), ani tym jak była postrzegana przez ‘ulicę’.
Sukcesy odnosi i w ostatnim czasie, jako uczestniczka jednego z programów, będących na topie – Gwiazdy tańczą na lodzie. Razem ze swoim partnerem zdobywają u sędziów prawie najwyższe noty – ‘dziewiątki’. Zawsze była ambitna i dawała z siebie wszystko i tak samo teraz intensywnie trenuje przed każdym programem, próbując najtrudniejszych elementów tańca. Często okupuje je siniakami, no ale ‘coś za coś’.
Od pewnego czasu gra życiową rolę żony (aktora Wojciecha Majchrzaka, o którym mówi, że jest czymś najlepszym, co trafiło jej się w życiu) i matki (piętnastomiesięcznej Mirki). Przy małej pomocy dobrych ludzi umiejętnie godzi ją ze swoim życiem aktorskim. W ciągu dnia małą zajmuje się niania i ona przygotowuje posiłki, co nie oznacza, że Olga Borys nie potrafi poruszać się po kuchni. Umie gotować, gorzej z pieczeniem ciast, za którymi zresztą nie przepada. Zjada też raczej wszystko, nie pogardzi sushi, kaszanką czy flakami. Lubi surowe mięso w postaci tatara i carpaccio, ale w przypadku tego ostatniego woli jak ktoś przygotuje je za nią. Jako córka myśliwego hobbysty (i oficera Wojska Polskiego w jednym), potrafi natomiast sama przyrządzić smakołyki z dziczyzny – chociażby gulasz z dzika. Doprawia je wtedy tylko typowo polskimi przyprawami, których jest absolutnym smakoszem.
Od czasu do czasu musi dostać kopa od losu i przeżyć wstrząs. Tak było parę lat temu we Wrocławiu, gdy została wywalona ze szkoły teatralnej. O mały figiel zamiast tym, kim jest, byłaby dzisiaj... germanistką. Na właściwe tory naprowadził ją z powrotem Jan Machulski. To on rozbudził w niej miłość do zawodu i to dzięki niemu przekonała się, że swojego czasu podjęła słuszną decyzję chcąc zostać aktorką.
Za słuszną decyzję uważa także swoją sesję fotograficzną w Playboyu. Do tego wyzwania podeszła jak do kolejnej roli, którą musiała odegrać. Tym razem była to ‘kawiarniana kotka’. A poza tym, zdecydowała się na tę sesję trochę z próżności i trochę dla kasy oraz... aby powkurzać pruderyjne koleżanki.
Jej beztroski śmiech zdominował całą audycję, poraził wręcz niektóre słuchaczki i niektórych słuchaczy. Pozytywna energia, jaka z niej emanowała, udzielała się (prawie) wszystkim, a eksplodująca radość była szczera i autentyczna. To nie była maska, to nie była kolejna rola. Taka w życiu codziennym jest Olga Borys.