Dzisiaj w Klubie Lokatora pijaństwo ... we wspomnieniach, oczywiście. Tomek Kin koniecznie chciał dowiedzieć się jak to w PRL było z budkami z piwem, co wlewano w kieliszki lub szklanki, czym zalewano robala i wznoszono toasty na imieninach i innych uroczystościach. Do dzielenia się wspomnieniami zaprosił widzów obowiązkowego kina Antyradia.
Smutny obraz pijanego PRL wyłonił się z opowieści słuchaczy, którzy pamiętają tamte czasy .... Czy tak mogło być? Pito podobno od rana, nie czekając na sławetną 13.00, kiedy to zgodnie z przepisami można było ustawiać się w kolejkę do monopolowego. Niektóre grupy zawodowe jawiły się wręcz jako wyjątkowi miłośnicy mocnych napojów. Prym wśród ich wiedli aktorzy, przedstawiciele władzy, budowlańcy, służba zdrowia, wojsko, urzędnicy (sic!). Najbardziej zastanawiający są właśnie ci ostatni - podobno w ich biurkach zawsze była butelka ... Nie odmawiali sobie i studenci.
W zależności od zasobności kieszeni popularnością cieszyły się i bełty, i rodzima ‘Żytnia’ czy ‘Bałtycka’, czy też niektóre zagraniczne trunki - niby koniaki o nazwie ‘Napoleon’ czy nieśmiertelny ‘Johnny Walker’. Niektórzy wykorzystywali swoje umiejętności i wspomagali monopol spirytusowy produkując własnymi rękami, przy pomocy zmyślnych urządzeń, ‘księżycówkę’. Alkohol był bowiem momentami towarem deficytowym.