‘Ojciec tego wszystkiego...’ - w ten sposób Tomek Kin zapowiadał tajemniczo swojego dzisiejszego gościa, który dał się zaprosić do Puszczy Kampinoskiej, zanim - mocno spóźniony - dotarł on w końcu na polankę. A oto i on – Michał Figurski, ojciec dyrektor Antyradia.
Jak sam przyznał, muzyka to tak naprawdę całe jego życie. Towarzyszy mu wszędzie, jak facet kobiecie – gdzie on, tam i ona. Determinowała jego jestestwo już od samego dzieciństwa i w końcu ukształtowała jego życiorys, mając zdecydowany wpływ na to, kim jest teraz, co robi, co lubi. Muzyką zaczął interesować się dosyć wcześnie. W przeciwieństwie do większości swoich rówieśników – typowych dzieci komunizmu, wychowywanych w PRL – nie był fanem kultowej listy przebojów Marka Niedźwieckiego i to nie ona kształtowała jego gust muzyczny. Odpowiedzialny za tenże, był program telewizyjnej Dwójki, za którym stały znane postaci świata muzycznego – Hirek Wrona, Wojciech Mann, Krzysztof Szewczyk. To w ich programie usłyszał po raz pierwszy U2, Madness, Simple Minds i to oni pompowali mu do głowy tę muzykę. Siłą rzeczy stali się pierwszymi bogami 7-letniego wówczas Michała i wpłynęli na pierwsze wrażenia, jakie były mu pisane przy odbiorze muzyki, nagrywanej - prostacką techniką - z telewizora na postawiony obok niego magnetofon kasetowy.
W miarę upływu lat sam weryfikował to, co mu się najbardziej podobało w muzyce, gdy był w wieku, niekwalifikującym go nawet jeszcze do grona nieopierzonych nastolatków. Odkrywał nowe kapele oraz nowych wykonawców, a słuchał m.in. Led Zeppelinów, Doorsów, Floydów, Rolling Stonesów, The Beatles, Prodigy, Jane’s Addiction. Zawsze bardzo cenił sobie Elvisa, ale nie ma czemu się dziwić. Nie on jeden otaczał króla rock’n’rolla należnym kultem. Ostatnio odkrył piękno muzyki poważnej. Jest co prawda neofitą w tej dziedzinie, ale słucha jej coraz częściej – czuje nieraz potrzebę wyciszenia się z powodu nerwowego trybu życia, jaki prowadzi.
Radiowcem został przez... Makaka, a było to w czasach, gdy ten pracował jeszcze w radiu Kolor i tam prowadził swoją Makakofonię. Wysłuchawszy jednej z audycji, w której wybrzmiała kapela Urban Dance Squad i jej ‘Alienated’, Figur po prostu poczuł potrzebę i pragnienie mówienia do sitka tak, jak robił to Makak. Pragnienie szybko zamienił w czyn, zaliczył parę stacji radiowych puszczając w nich muzykę, którą niekoniecznie miał w sercu, aż doszedł do samego szczytu, zostawszy ojcem dyrektorem własnej. Teraz puszcza, co chce.
Na dzisiejszą majówkę nie musiał specjalnie dobierać muzyki – lubi tę, którą można usłyszeć w Antyradiu. W końcu w jakimś stopniu, nawet jeśli minimalnym, jest – obok Kasprola i Makaka – twórcą antyradiowej playlisty. Wybrzmiał więc zarówno wspomniany Urban Dance Squad, jak i inni – Maleńczuk, The Rolling Stones, Prodigy, Led Zeppelin, Dezerter, a na samym końcu John Williams i ‘Star wars’. Jedynym utworem spoza playlisty Antyradia była ‘Księżycowa sonata’ Beethovena. Rzeczywiście śliczna i mocno wyciszająca. |