Widział go oczyma swojej wyobraźni Stanisław Wyspiański, zobaczyła go na jawie aktorka scen warszawskich (Teatr Narodowy, Teatr Ateneum, a ostatnio Towarzystwo Teatrum w Forcie Sokolnickiego na Żoliborzu), która była dzisiejszym gościem Stołu Z Powyłamywanymi Nogami.
Mowa o Annie Gornostaj, która od paru dni tytułowana jest dyrektorką nowej prywatnej sceny na kulturalnej mapie Warszawy – Teatru Capitol, znajdującego się w samym sercu stolicy, przy Marszałkowskiej 115, w budynku, w którym funkcjonowało kiedyś kultowe kino o tej samej nazwie... dopóki nie popadło w zupełną ruinę. Jest oczywiście jego twórczynią i właścicielką, bo to ją swojego czasu ogarnęła pasja założenia teatru, który byłby miejscem magicznym dla każdego, kto chciałby poobcować ze sztuką, bez względu na wiek i grubość portfela. Teatr z dużą widownią, na której każdy widz czułby się komfortowo, zawsze był jej marzeniem, tak jak zawsze jej miłością była Melpomena.
Teatr Anny Gornostaj od paru dni jest już gotowy. Można tam chadzać i bywać oraz oczywiście przeżywać teatralne uniesienia. Kryształowe żyrandole lśnią, srebrna kurtyna, która będzie uruchamiana 'po staremu' (przez ciągnięcie) już wisi, druga – zasuwana ręcznie - też jest już gotowa i działa bez zarzutu, wszystkie aniołki i amorki, stanowiące element dekoracji eleganckich wnętrz, są na swoich miejscach. W zachwyt wpędzają... toalety. Są podobno tak odjazdowe, że niektórzy sugerują, aby może do nich przenieść się z graniem albo przynajmniej przeznaczyć jedną z nich na gabinet dla dyrektorki. Taaa... Dla nich samych warto chyba wybrać się do tego przybytku kulturalnego. :)
Nie wszystkie zamierzenia dotyczące teatru zostały do tej pory zrealizowane. Mimo wszystko, w dalszym ciągu wre w nim praca – ot, chociażby przy wykańczaniu klubu muzycznego, który ma być nieodłącznym elementem Capitolu. Takie rozwiązania, tzn. połączenie teatru z klubem, w którym po obejrzeniu spektaklu teatralnego można wysłuchać koncertu albo napić się drinka i coś zjeść, jest czymś często spotykanym w europejskich stolicach. W Warszawie będzie to absolutna nowość. Ciekawe, jak zostanie przyjęta ta inicjatywa. Nie podniesie ona kosztów wypadu do teatru, jako że bilet na spektakl będzie zarazem biletem wstępu do klubu. Innym pomysłem, niespotykanym do tej pory w teatrach (przynajmniej warszawskich), z którym widz spotka się przychodząc do Capitolu Anny Gornostaj jest ten, umożliwiający oglądanie spektakli głuchoniemym! Będą one przekładane na język migowy, a tłumaczeń będzie dokonywał jeden z aktorów Towarzystwa Teatrum, w którym grywała do niedawna aktorka. Nikt tego lepiej nie byłby w stanie zrobić, niż migający aktor.
W powszechnym przekonaniu, teatr uważany jest za rozrywkę drogą i elitarną, na którą nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Takie wrażenie można było odnieść także w kontekście dyskusji, jaka toczyła się przy stole z powyłamywanymi nogami przed przyjściem do studia AntyRadia dzisiejszego gościa (dla wyjaśnienia: hasłem stymulującym rozmowę był właśnie teatr jako zjawisko, które towarzyszy nam w życiu). Z punktu widzenia statystyki, bardzo rzadko chodzi się do teatru, a powodów tego jest kilka. Najczęstszym usprawiedliwieniem jest brak czasu (chociaż... na kino zawsze się znajdzie) i niemalże zaporowe - w opinii niektórych - ceny biletów, szczególnie w sytuacji, gdy do teatru nie wybiera się w pojedynkę. Anna Gornostaj obiecuje, że na wieczór w Capitolu każdy będzie mógł sobie pozwolić, każdy będzie mógł poczuć się elitą. Ceny biletów nie będą za duże, a jedno co wystarczy zrobić, to zamienić dżinsy na bardziej eleganckie spodnie, wbić się w koszulę z krawatem i marynarkę (panowie), a także włożyć na siebie coś innego, niż na co dzień (panie) i... można już spędzić wieczór bardzo kulturalnie - w teatrze. Pani Anno, i niech tak będzie! A przy okazji - wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. :)
Teatr i jego miejsce w życiu człowieka zdominował drugą odsłonę Stołu Z Powyłamywanymi Nogami, ale dla porządku trzeba podać, że niespodziewanie pojawił się w audycji także... konkretny problem natury kulinarnej, a mianowicie co warte jest zjedzenia w Holandii, co byłoby jednocześnie wizytówką kuchni tego kraju. Jak należało się spodziewać, szybko został rozwiązany.
Dzisiejszy Blat można będzie odsłuchać wkrótce TU.