Tak ze słuchaczami Gastrofazy przywitał się dzisiejszy gość audycji, dając niejako do zrozumienia, że prawdziwa sztuka kulinarna nie jest mu obca, lubi i potrafi gotować i – co najważniejsze - trochę się na tym zna...
Bingo! Kto stawiał na gościa z najwyższej półki, naprawdę wielkiego – nie tylko... hmm... ze względu na posturę - ten miał rację. W poniedziałkowy wieczór studio Gastrofazy zaszczycił swoja obecnością nie byle kto, bo sam Maciej Kuroń – postać powszechnie znana, nie wymagająca tym razem bliższego przedstawiania.
To, że będąc wielkim smakoszem, gotuje z największą przyjemnością – nie jest tajemnicą, że pisze książki o jedzeniu (ma ich w swoim dorobku ponad dwadzieścia), uchodząc za doświadczonego eksperta kulinarnego – też jest znane, że w telewizji prowadzi programy o gotowaniu – to wszyscy wiedzą. O tym, że jest absolwentem... CIA, niektórzy dowiedzieli się dopiero z dzisiejszego wydania Gastrofazy. Bez żadnych nieodpowiednich skojarzeń, proszę. CIA to Culinary Institute of America – elitarna (i dosyć droga) szkoła dla kucharzy i szefów kuchni w USA, w której mogą uczyć się przyszli adepci sztuki kulinarnej z całego świata. Jak twierdzi Maciej Kuroń, właśnie dzięki niej został kucharzem. Gdyby nie nauka w Stanach Zjednoczonych, może byłby dzisiaj historykiem – gdyby oczywiście władza ludowa zezwoliła mu na to, bo z ukończeniem studiów historycznych w Polsce też miał kłopoty. Pobyt w USA i zajęcia w jednej z najbardziej cenionych na świecie szkół gastronomicznych, prowadzone przez najlepszych nauczycieli tego zawodu - doświadczonych kucharzy, autorytety w dziedzinie dobrego smaku – Maciej Kuroń uważa za fantastyczny okres w swoim życiu.
W Stanach Zjednoczonych nauki pobierał przez trzy miesiące, ucząc się kuchni całego świata. Ukończył siedem różnych kursów zasadniczych na wydziale Continuous Education (wyższy poziom), każdy z nich zaliczając na bardzo dobrą ocenę. Zresztą to nie ona daje zazwyczaj absolwentowi szkoły największą satysfakcję, a uznanie innych kolegów – studentów.
Pobyt w Stanach Zjednoczonych i nauka w CIA miały duży wpływ na dalsze jego życie w Polsce, po powrocie do kraju. Nastąpiło szereg wydarzeń, o których można powiedzieć, że były spełnieniem... American dream... O Macieja Kuronia zaczęła zabiegać telewizja, restauratorzy prosili go, aby pokazywał się w ich knajpach i firmował swoją osobą ich przybytek gastronomiczny, książek domagały się wydawnictwa...
Kuchnia to jedna pasja Macieja Kuronia, druga to woda, żeglowanie i podróże. Tutaj także łączy on ciekawość świata ze swoją pasją kulinarną. Żeglując, zawsze można przecież wyłowić z wody wspaniałe, pyszne ryby i owoce morza, a potem przyrządzić je odpowiednio. Jednak nie z wody, a błota wywodzi się jedno z bardziej egzotycznych dań, jakie przyszło mu spróbować podczas rejsu po Morzu Karaibskim. Była to żaba błotna, zwaną przez tubylców... kurczakiem górskim (kaczka dziwaczka Brzechwy niech się schowa ze swoją dziwnością), której jedno udko może ważyć... bagatela pół kilograma. Zachwytu nie wzbudził natomiast w nim tatar ze świeżych dżdżownic, którym częstowano go w Kanadzie. Nie mógł go zjeść, aczkolwiek gładko przeszły mu przez gardło pieczone chrabąszcze i pająki, nie robiąc przy tym większego na nim wrażenia. Ohyda.
W Polsce jest znany z tego, że wyjątkowo hołubi kuchnię polską. Coraz to odkrywa w niej nowe produkty, mogące być inspiracją do nowych dań (ostatnio był nim złoty ementaler z Warmii). Ubolewa jedynie nad tym, że nie można bardziej rozwinąć – na skalę przemysłową - produkcji niektórych nalewek, które teraz ‘wytwarza’ się jedynie dla potrzeb własnych... A w państwach sąsiedzkich można pędzić...