Goście Pawła nie musza się wszystkim podobać, ale miło jest jak są ciekawi i wywołują konkrrretne emocje. Takich właśnie poszukiwacze przygód, zgromadzeni przy stole z powyłamywanymi nogami, lubią najbardziej. Dzisiejsi na pewno je wywołali, ale były to głównie emocje... negatywne - co oznacza, że pokładów sympatii wśród biesiadników nie wyzwolili.
Kogóż, ach kogóż zaprosił Paweł do studia? Już wyjaśniam: dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami przycupnęli państwo ‘narzeczeństwo’ (w zasadzie nieformalne, bo oficjalnie nie zaręczyli się jeszcze), znane i rozpoznawane natychmiast wszędzie tam, gdzie się pojawią – razem lub osobno. Prawdę powiedziawszy bardziej popularna jest ona – Edyta Herbuś, bo znają ją co najmniej miliony widzów, śledzących swojego czasu z zapartym tchem jej pojedynki w Tańcu z Gwiazdami, seriale telewizyjne czy inne programy, które przyszło jej prowadzić. Jej najświeższy narzeczony – Maciej Kawulski, producent show MMA, organizator Konfrontacji Sztuk Walki też jest znany, tyle że w swoim hermetycznym środowisku miłośników eleganckiego prania się po pysku, kopania, boksowania i temu podobnych praktyk, określanych mianem sztuk walki. Aha, dla porządku: zarówno ona, jak i on nie powinni być obcy słuchaczom AntyRadia. Edyta Herbuś udzielała się na antenie w reklamach nieruchomości (z poetą J.M. Skoczeniem), natomiast Maciej Kawulski regularnie przed każdą kolejną edycją KSW odwiedza AR - sprawujące patronat nad imprezą, by zachęcić do jej obejrzenia.
Dzisiejsza gościówa jest tancerką, wielokrotną zdobywczynią rozmaitych tytułów mistrzowskich w kraju i za granicą. Uważa się za artystkę, skromnie dodając, że nie jest to tożsame ze statusem gwiazdy, chociaż... to właśnie gwiazdki showbiznesu, a nie artystki są ikonami kolorowej prasy, wrednych tabloidów, stron internetowych typu Pudelek, Kozaczek, Plotek i innych o mniej lub bardziej zabawnych nazwach. Ona - chociaż artystka, a nie rozkapryszona gwiazda - na tych stronach i w tych pismach bywa bardzo często. Wynika z tego, że czy chce czy też nie chce, lansuje się albo jest przez przypadek lansowana. Prasa kolorowa uwielbia żerować na postaci Edyty Herbuś. Nie da się ukryć, przyciąga ona pismaków do siebie... urodą i walorami... zewnętrznymi.
Artystka a nie gwiazda, zaistniała w świadomości widzów jakiś czas temu dzięki występom w Tańcu z Gwiazdami. Dzisiaj nie może opędzić się od propozycji z różnych stron. Jej telefon dzwoni bez przerwy, robi więc selekcję tychże i dokonuje wyboru. Najbardziej pasjonuje ją taniec i aktorstwo (sic!) i w tych dziedzinach wyżywa się najchętniej, chociaż nie odmawia i przyjmuje także inne propozycje – śpiewa, para się konferansjerką, prowadzi programy rozrywkowe, nie wspominając już o szkole tańca, gdzie wykłada kroki, figury i ruchy ciała. Ma poczucie własnej wartości, swoich umiejętności, osiągnięć i zapewne talentu, bo bez niego nie mogłaby teraz o nich mówić (tych osiągnięciach). Nie przywiązuje wagi do tego jak wygląda, tylko co potrafi. Narzeczony twierdzi, że dużo umie (w tym udzielać wywiadów) i mówi o niej: ‘profesjonalistka w szoł-bizie’.
Maciej Kawulski zdecydowanie blado wypada przy Edycie Herbuś. To taki narzeczony swojej narzeczonej. Robi co prawda w biznesie, przed którym można dodać słowo ‘show’ (bo tym są imprezy KSW), ale to nie on występuje na ringu i nie on otoczony jest wianuszkiem fanek i wielbicielek. On tylko wszystko organizuje, ot co. Tabloidy i jemu jednak dowalają równo - jak każdemu celebrytowi, sugerując, że na garbie narzeczonej będzie się popularyzował, promował i robił karierę. Nie przejmuje się tym jednak, bo nie widzi żadnego związku logicznego w tych głupich komentarzach. On nie ma żadnych korzyści z tego, że jest z Edytą - jak twierdzi. Przynajmniej żadnych korzyści szołbiznesowych...
Oboje od wielu lat działają w swoich dziedzinach, odnosząc duże, małe i średnie sukcesy. Robią wytrwale karierę, która jako zjawisko w zwariowanym świecie szołbiznesu, śni się niejednemu po nocach, bo stoi za nią popularność, sława, stabilizacja i odpowiednie dochody. Dla dzisiejszych gości Pawła to jedyna treść (i radość) życia - przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Hmm... Czy to jest jednak słuszne podejście?
Dzisiejszy Blat można odsłuchać ponownie. Wystarczy kliknąć TU.