Prawie dwadzieścia lat temu Światowa Organizacja Zdrowia oficjalnie uznała, że homoseksualizm nie jest schorzeniem psychicznym. Było to 17 maja 1990 roku. Rocznica tego dnia obchodzona jest od niedawna na całym świecie jako Dzień Walki z Homofobią.
Manifestacje, parady, happeningi i temu podobne imprezy odbywają się także w pięknym kraju nad Wisłą. W tym roku był nią milczący (w założeniu) Marsz Tolerancji, ale w ‘mylnym błędzie’ jest ten, kto sądziłby, że ta forma protestu miała cokolwiek wspólnego z wyrażaniem w milczeniu i ciszy braku nienawiści i uprzedzeń w stosunku do osób o orientacji innej niż heteroseksualna. Wszechpolacy zadbali o to, aby ich wkład do walki z homoseksualistami - w tym do marszu tolerancji, był widoczny i spektakularny. W stronę maszerujących rzucali jajka, butelki, a nawet krzesła. Podskakiwali z boku otoczonego kordonem policji pochodu i skandowali ‘Kto nie skacze, jest pedałem’...
Ten epizod z życia wzięty stał się inspiracją dla dzisiejszych pogaduch przy stole z powyłamywanymi nogami. Było to tym bardziej zrozumiałe, że emisja programu wypadła w dniu walki z homofobią. W ten oto sposób, na tapecie postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód znaleźli się geje, lesbijki, uprzedzenia i stereotypy związane z orientacją seksualną, tolerancja i jej brak. Należy przyznać, że była to konfrontacja z tematem do łatwych nienależącym. Paweł wytoczył na blat armatę kalibru, że aż strach, prowokując dyskusję o... nomen omen... fobii i lęku szczególnego charakteru, bo w odniesieniu do ludzi stanowiących zdecydowaną mniejszość w społeczeństwie, którzy wydawać by się mogło cieszyć powinni się takimi samymi prawami i względami, jak jego większość. Ale czy tak jest? Otóż nie, nie jest tak w naszym ‘demokratycznym’ państwie prawa. Mimo wszystko i bez zachowywania pozorów.
Biesiadnicy przycupnięci przy stole niby nic do homoseksualistów i lesbijek nie mają. Wiedzą i rozumieją, że każdy chce być kochanym i kochającym – w tym ‘oni’ i ‘one’, pojmujący tę szczęśliwość trochę inaczej niż heteroseksualni, że każdy ma prawo żyć jak chce i że nikogo nie powinno interesować kto w swoim łóżku, z kim i jaką techniką ‘tenteges’, ale... bez przesady. Aniołki Loroszka uważają, że wszystko czego geje i lesby mogą oczekiwać od zdecydowanej większości społeczeństwa w naszym pięknym kraju nad Wisłą, to zaledwie tolerancja, która i tak jest ‘towarem’ deficytowym i dlatego występuje w małych ilościach i nie we wszystkich sytuacjach przez życie rysowane.
Tym najbardziej rozumiejącym i tolerancyjnym heteroseksualnym nie przeszkadza (w sensie nie wzbudza w nich emocji) widok (o zgrozo!) trzymających się za rękę w miejscu publicznym facetów, nawet drobne pocałunki i delikatne przytulanie się ich nie rusza, ale... lepiej żeby ‘oni’ nie afiszowali się... mniej lub bardziej natarczywie i nie prowokowali do niechęci i odrazy. Czy nie mogą okazywać sobie uczuć w zaciszu domowym, skoro już muszą i czują taką potrzebę? Sami zainteresowani unikają zresztą takich sytuacji, nie chcąc być obsypanymi stekiem wyzwisk (pogardliwe ‘Ty, pedale’ byłoby zapewne najdelikatniejszym), bądź też w inny sposób obrażani i poniżani, co najprawdopodobniej nastąpiłoby, gdyby skrojeni nie według miary heteroseksualnych ‘inni’ zostali przyłapani na gorącym uczynku. To jest tak pewne jak to, że w maju kwitną bzy.
Homoseksualizm chorobą nie jest – to wiadomo prawie od dwudziestu lat. Może jest nią homofobia i to ją należy leczyć...